niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 2

Nie!To ten blondyn.
-Ross, dlaczego się spóźniłeś?-pyta nauczyciel.Czyli to coś ma na imię Ross . Haha...No sorry ale ja "chłopakiem" mogę nazwać takiego co ma szacunek do dziewczyn , a nie tylko do siebie...
-Bo tak.-odpowiada.A!Czyli do nauczycieli też go nie ma.(szacunku)
-Proszę o usprawiedliwienie...-ciągnie pan Lynch.(Boże jak to brzmi xDD-od aut.)
-Usprawiedliwienie...hmm...-zastanawia się -Byłem w kiblu.-dodaje szybko.
-Wow! Przyjemnie się pływalo ? Mówi się w toalecie , a nie w kiblu.Siadaj dziecko.-mówi brunet.
-Od kiedy ty taki mądry , co?-pyta Ross siadając obok tej swojej dziewczyny...Cass czy jakoś tak.Mniejsza z tym...nie zauważa mnie! Czasem warto być tzw.niewidzialną.
-Dobra...otwieramy podręcznik na 186 stronie.-mówi nauczyciel...


Lekcja mijała dosyć wolno...dlaczego?Bo lekcje których nienawidzę są po prostu najdłuższe...Zawsze miałam problem z historią.Po co ogóle mam się uczyć historii? W życiu codziennym mi się raczej nie przyda...No bo chyba nie każdy "od tak" się mnie pyta kim był np.Schuman itp.
Lecz po dłuuuugim czasie oczekiwania...zadzwonił upragniony dzwonek Następne lekcje minęły szybciej...ostatni pozostał WF..Jeśli przez cały dzień jakoś unikałam Rossa ,to teraz też się uda..Jak najszybciej mogłam wyszłam z klasy.
-Hej!Emma!Czekaj!-usłyszałam za sobą męski głos.-Co tak uciekasz?-zaśmiał się Bradley.
-Nie ...ja ten...poprostu...-no co mam mu powiedzieć?Że nie chce aby mnie zobaczył taki jeden wredny blondyn.-Śpiesze się na WF.-odpowiedziałam bez namysłu.
-OK.Odprowadzić cię?-pyta .
-No jasne...jak chcesz.-uśmiecham się.
-Chcę .I tak muszę dać siostrze klucz od domu bo idiotka zapomniała.-śmieje się.-Macie razem wf.-dodaje.Omn...to fajnie.
-Tak?Skąd wiesz?
-Bo mi mówiła że ma WF z klasą D.-mówi.-Też jest nowa w szkole.
-Jak to? Z tego co mi wiadomo to ty nie jesteś tu nowy ...
-No tak.Bo Ona mieszkała do  tego czasu z ojcem, ale on teraz ma wiele pracy więc musiała wrócić tu.-uśmiecha się.Nawet nie wiem kiedy znalazłam się przed drzwiami do przebierali.-To co ...widzimy się po szkole?-pyta.
-Tak.Do zobaczenia.-uśmiecham się i cmoknął mój policzek.Whaaat?-Aha.Możesz to przekazać mojej siostrze ?Ma na imię Alexa.-daje mi kluczyk i ucieka.Bał się że odmówię?Nie wątpię.
Wchodzę do przebierali i obrazu wzrok wszystkich dziewczyn pada na mnie.
-Hej?-mówię nieśmiało a one odpowiadają....Chwile potem zostaje obsypana masą pytań czyli skąd jestem,jak jestem,po co jestem ...
Dziwne...z tego co wiem dziewczyn z mojej klasy jest trochę więcej a ja nie widze przy najmniej połowy z nich.

*lekcja*
-Dzień dobry .-na sale wchodzi nauczyciel.Kogoś mi przypomina...-Jestem Riker i będę was uczył tańca.-przestawia się.Hę?A on nie miał uczyć wf-u?
-A Pani United?-pyta jedna z dziewczyn.
-Wiele nauczycieli jest teraz na chorobowym ... Dlatego ja i  parę innych osób przyjechaliśmy tu na zastępstwo.-tłumaczy.Wszyscy kiwają głową.-Ok dobierzcie się w pary.-rozkazuje.Jako że jestem nowa a reszta dziewczyn ma już Parę....oprócz Alexy,podchodzę do niej.Zdążyłyśmy  się już poznać jak oddawałam jej klucze.Spoko dziewczyna.
-Ok...na początek rozgrzewka..-uśmiecha się.


-Hej...czekaj.-krzyczy Alexa kiedy opuszczam budynek szkolny.-Zostawiłaś coś.-podaje mi zeszyt.
-Dzięki, musiał mi wypaść.-uśmiecham się.-Sorki ale śpieszę się...brat na mnie czeka.-pokazuje na samochód w którym siedzi Dylan.
-Ok.Do zobaczenia.-uśmiecha się i odchodzi.
Idę w stronę samochodu ...który nagle odjeżdża.
-Ej!-biegnę za samochodem który po chwili znika za zakrentem.Patrze na wyświetlacz telefonu- 15:01...kuźwa.-mówie.Wystukuje numer do brata.
*ROZMOWA*
D:Tak słucham?
E:I dobrze że słuchasz! Dylan pojebało cie?! Jak ja mam teraz wrócić do domu?
D:Nie wiem...Czekałem na ciebie, spóźniłaś się więc nie wiem o co ci chodzi.
E:Ale to tylko minuta! Wracaj tu!
D:Minuta, nie minuta...spóźniłaś się. Zabierz się z jakąś koleżanką.
E:Idioto!Jakbyś nie zauważył jestem nowa i nie mam żadnych "koleżanek" więc albo tu łaskawie wrócisz albo...pożałujesz.
D: Gdybyś ładnie poprosiła to bym wrócił...ale jak jesteś taka chamska to możesz tylko pomarzyć.
E:Ale Dylan...
D:Paaa..
 Rozłącza się.
-Siemka...-słysze za sobą znajomy głos.
-O hej Bradley.-mówie .-Em...wiesz może czy jeżdżą tu jakieś autobusy?
-Ym...Jeżdzą...ale ostatni pojechał 5 minut temu.A co?
-A nie ważne...-wzdycham.-Śpieszę sie sorki....Pa.
-Ej ale miałem cie po szkole oprowadzić.
-Cholera.Zapomniałam ...przepraszam możemy to przełożyć?
-Jasne...
-Dzięki ja już lece pa.-daje mu buziaka w policzek i kieruje się w przeciwną strone.Jak chcę zdążyć dojśc do domu przed 17:00 to muszę już iść.
Zakładam na uszy słuchawki i idę...
-Nie no przecież ja się wykończe...-siadam zmarnowana na ławce.Idę już jakieś 40 minut...a to dopiero połowa drogi...NAWET NIE.Wybieram numer do mamy.
M:Halo?
E:Hej mamo. Możesz po mnie przyjechać?Bo Dylan mnie zostawił i...
M:Przepraszam córciu nie słysze cię.
Super!Nie dość że nie wiem gdzie jestem to jeszcze nie ma zasięgu!GENIALNIE!
Rozłączam się.Wyciągam z torby butelkę z wodą i biore łyka.
Nagle zatrzymuje się obok mnie białe porsche .
-Co ty tu robisz?-pytam kiedy w samochodzie dostrzegam znanego mi już blondyna- Rossa.
-Pytanie co ty tu robisz? Jest 16:30 a ty jeszcze ze szkoły do domu nie wróciłas?-śmieje się.
-Wróciłabym gdyby nie mój zrąbany braciszek.-zakładam torbę na ramię i ruszam w dalszą drogę.Chłpak powoli jedzie za mną.
-Mm...podwieźć cię?-pyta.
-Nie dziękuje.Przejde się.
-Ok...ale do twojego domu jest jeszcze dobrych pare kilometrów.
-Skąd ty wiesz gdzie ja mieszkam?!Śledzisz mnie?
-Skądże...niby po co  miałbym to robić?-prycha.
-No to skąd wiesz gdzie mieszkam.
-Bo JA mieszkam naprzwciwko ciebie i widziałem jak rano wychodziłaś z domu.To co , jedziesz ze mną?
Ym...nie wiem.Boje się trochę z nim jechać...nie sprawiał wrażenia "grzecznego" jak go poznałam...ale porwać to chyba nie porwie...Wsiadłam do jego auta.
Chłopak popatrzył na mnie i cicho się zaśmiał.
-A tobie co?-pytam.
-Nic ...a co ma być?-śmieje się i puszcza muzykę.
Nie mija chcwila a zaczyna śpiewać.
Yeah yeah yeah yeah
London girls a nuh ready fi this (London)
Brooklyn girls a nuh ready fi this (Brooklyn)
Jamaican girls a nuh ready fi this
Mr. Lover mek yuh feel di heat (Uh, uh)
Uptown girls a nuh ready fi this (Uptown)
Downtown girls a nuh ready fi this (Downtown)
Carribean girls a nuh ready fi this
Mr. Lover keep yuh rockin di beat

[Chorus: Will.I.Am (Fergie)]
I said hey (Hey) you (You) standin over there by that wall
Get (Get) up (Up) do your thing on that floor
Don't (Don't) stop (Stop) party till the break of day
Are (are) you (You) ready, shut up and dance

[Verse 1: Shaggy]
To all di woman wid di sexy design
And lookin so fine I love it when dem shake di behind
And dip and a wine I wonda if dem gal have spine
Hail di a Mr. Lover lyrical refined
Uh! I love it when yuh put yuh hand through yuh hair
And, I see you over there a dip and a stare
And, now ain't it time for you to be in my ear
And, stand up and shake that rear [...]

Ma całkiem ładny głos...Nawet nie wiem jak ale...przyłączyłam się.
-Masz ładny głos...-przyznaje.
-Wiem.-śmieje się.
-Ahh...ta skromność.-wzdycham.Oboje wybuchamy śmiechem.
-Ty też masz niczego sobie.-mówi.
-Dzięki...Tak wogóle to gdzie my jesteśmy?-pytam.
-No ...niedaleko.-odpowiada pewny siebie.
-Niedaleko czego? Nie poznaje tego miejsca...Ross, powiedz mi że znasz drogę do domu.
-No znam...ale jedziemy na skróty.-mówi.
-Pierwszy raz widzę takie skróty....Robi się ciemno a my jedziemy jakąś dróżką leśną.
-Spoko...Napewno gdzieś zaraz będzie jakiś "wyjazd". -cały czas patrzy przed siebie.Nieukrywam tego że się boje.
Po trzydziestu minutach nie wytrzumuje.
-Ross do jasnej cholery! Gdzie my jesteśmy?!
-Cii....zaraz wyjedziemy.-uspokaja mnie.
-Kiedy będzie te "zaraz" przyznaj idioto że się zgubiliśmy , a ty nie masz bladego pojęcia gdzie jesteśmy!-krzyknęłam.
-Po pierwsze...wypraszam sobie "idiote" , po drugie może i nie wiem gdzie jesteśmy ale do czasu...A po trzecie nie drzyj się.-powiedział z takim udawanym...spokojem.
-Ugh...Masz jakąs mape?-zapytałam.Chłopak kiwnął przecząco głową.-GPS?-znów kiwnął.-W telefonie!W telefonie jest GPS!-powiedziałam.
-Zepsólem.-powiedział.
-To weź zadzwoń do kogoś...Ja tu nie wytrzymam...Jest zimno, ciemno i strasznie.Po prostu genialnie.-wydusiłam po chwili ciszy.-A na dodatek jestem mega zmęczona...
Ross wyciągnął z kieszeni iPhona i wystukał numer.

-Halo?Halo ?Riker?...Zgubiłem się...EJ halo?...-mówił do telefonu.-Nie ma zasięgu.-powiedział.
-Nie no super!-byłam bliska płaczu.
-Ej nie panikuj...rano , jak będzie jasno wyruszymy.Wydostaniemy się stąd.Nie płacz.-objął mnie jednym ramieniem.
-Nie płaczę...-odpowiedziałam..
-To dobrze...poczekaj tu.-powiedział i chciał wysiąść z samochodu.
-Ej!Czekaj ! Nie idź!-krzyknęłam.
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-Nie chcę być tu sama.
-Nie wydziwiaj ...idę po koc dla ciebie do bagażnika .
-O ok.-odpowidziałam i oparłam się o szybę.
-Masz .-podał mi koc.-Możesz się tam położyć.-wskazał na tylne siedzenia.Posłusznie wykonałam polecenie...o ile tak to można nazwać.
Siedziałam tak dobrę 10 minut próbując się jakoś ogrzać.
-Zimno ci?-zapytał.Kiwnęłam głową a on przesiadł się obok mnie.
-EE...co robisz?-zapytałam lekko zdziwiona.
-Skoro tobie zimno i mi zimno to ...w dwójkę będzie cieplej.Prawda?-no ma racje...Położyłam głowę na jego ramieniu.

Nagle zrobiło mi się tak zimno że zaczęłam się trzęść.
-Wszystko ok?-zapytał.
-Strasznie mi zimno...-wysapałam.
-Chodź...-wziął mnie na kolana i mocno przytulił.















CDN <3
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ <3

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 1

*7:00* -Kuźwa!-burkam sama do siebie...właściwie to nie do siebie a do budzika.Dzisiaj pierwszy dzień w NOWEJ szkole. Tssaa...z jednej strony super bo mam szanse zacząć wszystko od nowa. Nie ukrywając powiem że w poprzedniej szkole , w NY ,nie byłam lubiana.Uważano mnie tam za dziwaczkę ponieważ dobrze się uczyłam.Typowe.Przecież w każdej szkole musi być jakiś kujon (w tym przypadku ja) z którego codziennie się wyśmiewają itd. Od dzisiaj się to skończy! NIKT nie będzie miał prawa mnie obraźic...to znaczy będzie , ale ja będę to miała głęboko. Jak to mówią "najważniejsze jest pierwsze wrażenie" czy jakoś tak...No dobra, a z drugiej strony źle bo zostawiłam w NY moją przyjaciółkę...jedyną przyjaciółkę jaką posiadam. Pamiętam jak dwa miesiące temu się rozstawałyśmy...to było ciężkie i dla mnie i dla niej.Ryczałyśmy w niebogłosy, ale obiecała mi że mnie odwiedzi.No nic...uwieże jej na słowo.


*10 min później*

Ubrana już ,zeszłam do kuchni gdzie czekała na mnie mama.Na stole leżało śniadanie czyli (standardowo) naleśniki i kakao...i papiery(dokumenty z pracy) mamy. Zawsze robi wszystko na ostatnią chwile. Dziwie się że jej jeszcze nie zwolnili...Ba!Oni dali jej awans...to też jest przyczyna naszej wyprowadzki do L.A. Tata nie żyje od 16 lat.Jak miałam rok zmarł w pożarze , był strażakiem.
-Hey mamo.-przywitałam się z rodzicielką.
-Cześć Emmo.-pocałowała mnie w policzek.Usiadłam przy stole i zaczęłam powoli "pożerać" naleśniki.-Śpiesz się dziecko ,bo Dylan nie ma czasu a ma cie zawieść do szkoły.-Co?!Nie! Tylko nie z nim...Dylan OD KĄD PAMIĘTAM dokuczał mi.To typowy populars...Ygh.
-Siemcia mamo.Siema downie.-uśmiechnął się wchodząc do kuchni.A!Zapomniałam dodać że Dy to nie jest mój "prawdziwy"brat.To syn matki z poprzedniego małżeństwa.Czaaaasami jest dla mnie miły , ale tylko wtedy kiedy widzi że mam problemy. Kocham go jak brata a nienawidzę jak wroga...To trudne do ogarnięcia.-Spinaj dupę Emma bo nie mam czasu.Czekam w samochodzie, masz 5 minut.-mówi i wychodzi. Idę szybko po torbę do swojego pokoju i jak najszybciej potrafię schodzę na dół, bo wiem jakie są skutki tego że przyjdę niepunktualnie .Jakie?Takie że "braciszek" jedzie sobie do pracy i zostawia mnie samą.Nie raz się tak zdarzyło że musiałam wracać pieszo ze szkoły do domu...a miałam ok.6 km. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy.
Niecałe 15 minut potem stałam przed szkołom która była zwyczajna. Bardzo podobna do poprzedniej tylko mam nadzieję że ludzie w niej tacy sami nie są.

Powoli zbliżam się do drzwi wejściowych...Kiedy jestem dosłownie parę centymetrów od nich drzwi


otwiera mi jakiś chłopak i gestem pokazuje mi abym weszła.


-Siemka.Jestem Bradley. -uśmiecha się wchodząc za mną do budynku. -Hej, ja jestem Emma.-podaje mu rękę.

-Nigdy cię tu nie widziałem.Do której klasy chodzisz?-mówi wysoki brunet.Bradley jest bardzo przystojny...ale chyba nie tylko ja tak uważam bo Kiedy przechodzimy obok dziewczyn te wzdychają .
-Nie widziałeś bo jestem tu nowa.- śmieje się.-A chodzę do klasy D.-dodaje.Chłopak kiwa głową.
-Ja też chodzę do D. Haha no to witaj w naszej szkole Emmo. Jeśli będziesz chciała to cię oprowadzę.-mówi.
-OK.Po lekcjach ci pasuje?- pytam. Bradley kiwa twierdząco głową i odchodzi mówiąc "muszę lecieć jeszcze do dyrki. Pa Em."
Ciekawe po co idzie do tej dyrektorki...Dobra,nie wnikam. Idę dalej przez korytarz poszukując mojej szafki.
W końcu! Szafka nr.106 czyli moja. A nie...moja to 206. Kurde! Idę dalej. Mijam wiele podzielonych na grupki osób... Nim się obejrzałam stałam już przy... jakiej parze całującej się przy MOJEJ szafce.
-E sorry.-staje obok nich.Z niechęcią odklejają się od siebie .
-Nic się nie stało.Możesz iść.-prycha pewny siebie blondyn .
-Stało się. Możecie całować się gdzie indziej?-mówię.
-Nie, nie możemy.- odpowiada chamsko brunetka i znów zaczynają się "lizać".Chce jej powiedzieć ale...nie mogę. przecież jestem niepo...chwila,chwila...Ona przecież nie wie kim jestem !a raczej kim byłam.


-To może powiem inaczej.-zaczynam. - Wypad od mojej szafki albo zawolam tu kogoś kto zrobi z wami porządek.- para patrzy na mnie z pogardą i...zdziwieniem. Blondyn podchodzi do mnie i staje tak blisko że patrzę na niego z dołu...jakby był jakimś wieżowcem a ja robakiem.
-Słuchaj mała.Mówił ci ktoś że ze mną się nie zadziera?-pyta pewny siebie.
-A mówił ci ktoś ze chłopcy się nie malują?-prycham przejezdzając po jego policzku, tak że na 


moim palcu pojawia się brązowa plamka.Chłopak patrzy na mnie lekko zawstydzony ale próbuje to zatuszować...tak samo jak swoją buźkę.
-Ty...Ty się malujesz?!-wybucha śmiechem brunetka.
-Zamknij się Cass.-zwraca się do niej chłopak a ta natychmiastowo się uspokaja.-A ty idziesz ze mną.-ściska mój nadgarstek i ciągnie za sobą.Nie mam szans przy takiej sile więc nawet się nie opieram.Chłopak wpycha mnie do małego pomieszczenia z szczotami i środkami czystości.
-Czego chcesz?-pytam.
-Czego ja chce?!Pytanie czego ty chcesz!? Lubisz upokażać ludzi?!-krzyczy. W jego oczach wariują iskierki złości. Boje się z nim tu przebywać, wygląda jakby chciał mnie zabić.
-Nie, nie lubię.Ale jak mnie do tego zmuszają to...owszem.-mówię.Staram się być pewna siebie...ale cząstki tamtej Emmy jeszcze we mnie siedzą.

-Do niczego cie nie zmuszałem! To ty przylazłaś i zaczęłaś pyskować-nadal krzyczy ale widzę że próbuje się opanować.

-Gdybyś się nie lizał ze swoją dziewczyną przy MOJEJ (nacisk) szafce , nie było by problemu.
-Trzeba było poprosić...A nie mnie ośmieszać przy wszystkich.Dobrze że moja reputacja nie nie ucierpi przez takich jak ty...-mówi i podchodzi do lustra które nie wiem jakim cudem znajduje się w pomieszczeniu.
-Co ma znaczyć "ludzi takich jak ja"?!Nawet mnie nie znasz a już oceniasz. Kulturę to ty masz "pierwsza klasa"!Z resztą...to ja nie powinnam tracić na takich jak ty /chamskich pedałów.-już mam wychodzić ale chłopak pociągnął mnie za koszulkę do tyłu i opadł o ścianę.
-Co powiedziałaś?-zapytał trzymając mnie za podbródek.
-Zabieraj tą łapę.To po pierwsze.-ściągam jego rękę.-A po drugie to ... nie, nie przesłyszałeś się. Powiedz mi czy normalny chłopak się maluje?Nie.Czy normalny chłopak ma tak nietykalną samoocenę?Nie.I czy jesteś normalnym chłopakiem?Nie.-wymieniam . Blondyn patrzy na mnie z lekkim zakłopotaniem ale też ze zdziwieniem ...mieszanym ze złością.
-Nikt mi nie będzie mówił kim jestem a tak w ogóle to się nie maluje.-prychnął.Jak ja nienawidzę takich ludzi...Skąd tacy się biorą?
-Tak?To jak wytłumaczysz tą tonę tapety na buźce?-czekam na odpowiedź.
-Jestem aktorem i piosenkarzem ,dziewczynko.Codziennie wracam późno do domu a na planie mnie pudrują i w ogóle . Nie starcza mi czasu aby to wszystko zmyć.-mówi już spokojniej.No wow. On jest aktorem? Ciekawe...
-Na serio? Zmywanie makijażu zajmuje niecałe 20 minut.
-Jeśli wracasz do domu, kompletnie wyczerpana , a na dodatek o północy ...to uwież nie masz czasu nawet się przebrać.-mówi i wpatrując się w lustro próbuje zmyć z siebie "makijaż" rękawami od koszuli.
-Tak tego nie zmarzesz. -mówię.
-A jak?! Jakbyś nie zauważyła jesteśmy w schowku na szoty , woźnego a nie w salonie piękności.-prychnął.Chcąc nie chcąc sięgam do plecaka po chusteczki nawilżające.
-Łap.-mówię i rzucam mu paczuszkę.-Ja idę na lekcje.-naciskam na klamkę.
-Poczekaj.Do której klasy chodzisz?-pyta kiedy mijam próg.Nie chcę się z nim zadawać dlatego...udaję że tego nie słyszałam i odchodzę.
Chwile później stoję już przed klasą . Pierwszy wchodzi nauczyciel a za nim my (uczniowie :P )
Zajmuje pierwsze lepsze wolne miejsce . Biorąc pod uwagę fakt że przychodzę dołączam do klasy w połowie roku szkolnego , miejsc jest dużo.
-Dzień dobry.-nauczyciel siada przy biurku i przejeżdża po uczniach wzrokiem . Kiedy dochodzi do mnie szybko wstaje (on) i gestem ręki pokazuje abym do niego podeszła.Wykonuje "rozkaz" i staje przy biurku.-Dzieci poznajcie waszą nową koleżankę Emme Redson.-boże jak ja tego nienawidze....Stoisz na środku klasy a wszyscy się na ciebie gapią.Okropność.-Emmo ja się nazywam Rocky Lynch i będę cię uczył historii.Usiądź.-przywitałam się z nauczycielem i kiedy miałam już siadać do klasy wpadł .....................................


Siemaneczko <3
Mam nadzieje że chociaż trochę się wam podobało.
Narazie opowiadanie zapowiada się jak wiele innych ale ...NARAZIE.:D
Poczekajcie na następne rozdziały a będe mogła obiecać że opowiadanie jest inne niż wszyskie.
Bardzo proszę o Komentarze <3
Pamiętaj : Komentujesz = motywujesz! <3 <3