*10 min później*
Ubrana już ,zeszłam do kuchni gdzie czekała na mnie mama.Na stole leżało śniadanie czyli (standardowo) naleśniki i kakao...i papiery(dokumenty z pracy) mamy. Zawsze robi wszystko na ostatnią chwile. Dziwie się że jej jeszcze nie zwolnili...Ba!Oni dali jej awans...to też jest przyczyna naszej wyprowadzki do L.A. Tata nie żyje od 16 lat.Jak miałam rok zmarł w pożarze , był strażakiem.
-Hey mamo.-przywitałam się z rodzicielką.
-Cześć Emmo.-pocałowała mnie w policzek.Usiadłam przy stole i zaczęłam powoli "pożerać" naleśniki.-Śpiesz się dziecko ,bo Dylan nie ma czasu a ma cie zawieść do szkoły.-Co?!Nie! Tylko nie z nim...Dylan OD KĄD PAMIĘTAM dokuczał mi.To typowy populars...Ygh.
-Siemcia mamo.Siema downie.-uśmiechnął się wchodząc do kuchni.A!Zapomniałam dodać że Dy to nie jest mój "prawdziwy"brat.To syn matki z poprzedniego małżeństwa.Czaaaasami jest dla mnie miły , ale tylko wtedy kiedy widzi że mam problemy. Kocham go jak brata a nienawidzę jak wroga...To trudne do ogarnięcia.-Spinaj dupę Emma bo nie mam czasu.Czekam w samochodzie, masz 5 minut.-mówi i wychodzi. Idę szybko po torbę do swojego pokoju i jak najszybciej potrafię schodzę na dół, bo wiem jakie są skutki tego że przyjdę niepunktualnie .Jakie?Takie że "braciszek" jedzie sobie do pracy i zostawia mnie samą.Nie raz się tak zdarzyło że musiałam wracać pieszo ze szkoły do domu...a miałam ok.6 km. Wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy.
Niecałe 15 minut potem stałam przed szkołom która była zwyczajna. Bardzo podobna do poprzedniej tylko mam nadzieję że ludzie w niej tacy sami nie są.
Powoli zbliżam się do drzwi wejściowych...Kiedy jestem dosłownie parę centymetrów od nich drzwi
otwiera mi jakiś chłopak i gestem pokazuje mi abym weszła.
-Siemka.Jestem Bradley. -uśmiecha się wchodząc za mną do budynku. -Hej, ja jestem Emma.-podaje mu rękę.
-Nigdy cię tu nie widziałem.Do której klasy chodzisz?-mówi wysoki brunet.Bradley jest bardzo przystojny...ale chyba nie tylko ja tak uważam bo Kiedy przechodzimy obok dziewczyn te wzdychają .
-Nie widziałeś bo jestem tu nowa.- śmieje się.-A chodzę do klasy D.-dodaje.Chłopak kiwa głową.
-Ja też chodzę do D. Haha no to witaj w naszej szkole Emmo. Jeśli będziesz chciała to cię oprowadzę.-mówi.
-OK.Po lekcjach ci pasuje?- pytam. Bradley kiwa twierdząco głową i odchodzi mówiąc "muszę lecieć jeszcze do dyrki. Pa Em."
Ciekawe po co idzie do tej dyrektorki...Dobra,nie wnikam. Idę dalej przez korytarz poszukując mojej szafki.
W końcu! Szafka nr.106 czyli moja. A nie...moja to 206. Kurde! Idę dalej. Mijam wiele podzielonych na grupki osób... Nim się obejrzałam stałam już przy... jakiej parze całującej się przy MOJEJ szafce.
-E sorry.-staje obok nich.Z niechęcią odklejają się od siebie .
-Nic się nie stało.Możesz iść.-prycha pewny siebie blondyn .
-Stało się. Możecie całować się gdzie indziej?-mówię.
-Nie, nie możemy.- odpowiada chamsko brunetka i znów zaczynają się "lizać".Chce jej powiedzieć ale...nie mogę. przecież jestem niepo...chwila,chwila...Ona przecież nie wie kim jestem !a raczej kim byłam.
-To może powiem inaczej.-zaczynam. - Wypad od mojej szafki albo zawolam tu kogoś kto zrobi z wami porządek.- para patrzy na mnie z pogardą i...zdziwieniem. Blondyn podchodzi do mnie i staje tak blisko że patrzę na niego z dołu...jakby był jakimś wieżowcem a ja robakiem.
-Słuchaj mała.Mówił ci ktoś że ze mną się nie zadziera?-pyta pewny siebie.
-A mówił ci ktoś ze chłopcy się nie malują?-prycham przejezdzając po jego policzku, tak że na
moim palcu pojawia się brązowa plamka.Chłopak patrzy na mnie lekko zawstydzony ale próbuje to zatuszować...tak samo jak swoją buźkę.
-Ty...Ty się malujesz?!-wybucha śmiechem brunetka.
-Zamknij się Cass.-zwraca się do niej chłopak a ta natychmiastowo się uspokaja.-A ty idziesz ze mną.-ściska mój nadgarstek i ciągnie za sobą.Nie mam szans przy takiej sile więc nawet się nie opieram.Chłopak wpycha mnie do małego pomieszczenia z szczotami i środkami czystości.
-Ty...Ty się malujesz?!-wybucha śmiechem brunetka.
-Zamknij się Cass.-zwraca się do niej chłopak a ta natychmiastowo się uspokaja.-A ty idziesz ze mną.-ściska mój nadgarstek i ciągnie za sobą.Nie mam szans przy takiej sile więc nawet się nie opieram.Chłopak wpycha mnie do małego pomieszczenia z szczotami i środkami czystości.
-Czego ja chce?!Pytanie czego ty chcesz!? Lubisz upokażać ludzi?!-krzyczy. W jego oczach wariują iskierki złości. Boje się z nim tu przebywać, wygląda jakby chciał mnie zabić.
-Nie, nie lubię.Ale jak mnie do tego zmuszają to...owszem.-mówię.Staram się być pewna siebie...ale cząstki tamtej Emmy jeszcze we mnie siedzą.
-Do niczego cie nie zmuszałem! To ty przylazłaś i zaczęłaś pyskować-nadal krzyczy ale widzę że próbuje się opanować.
-Gdybyś się nie lizał ze swoją dziewczyną przy MOJEJ (nacisk) szafce , nie było by problemu.
-Trzeba było poprosić...A nie mnie ośmieszać przy wszystkich.Dobrze że moja reputacja nie nie ucierpi przez takich jak ty...-mówi i podchodzi do lustra które nie wiem jakim cudem znajduje się w pomieszczeniu.
-Co ma znaczyć "ludzi takich jak ja"?!Nawet mnie nie znasz a już oceniasz. Kulturę to ty masz "pierwsza klasa"!Z resztą...to ja nie powinnam tracić na takich jak ty /chamskich pedałów.-już mam wychodzić ale chłopak pociągnął mnie za koszulkę do tyłu i opadł o ścianę.
-Co powiedziałaś?-zapytał trzymając mnie za podbródek.
-Zabieraj tą łapę.To po pierwsze.-ściągam jego rękę.-A po drugie to ... nie, nie przesłyszałeś się. Powiedz mi czy normalny chłopak się maluje?Nie.Czy normalny chłopak ma tak nietykalną samoocenę?Nie.I czy jesteś normalnym chłopakiem?Nie.-wymieniam . Blondyn patrzy na mnie z lekkim zakłopotaniem ale też ze zdziwieniem ...mieszanym ze złością.
-Nikt mi nie będzie mówił kim jestem a tak w ogóle to się nie maluje.-prychnął.Jak ja nienawidzę takich ludzi...Skąd tacy się biorą?
-Tak?To jak wytłumaczysz tą tonę tapety na buźce?-czekam na odpowiedź.
-Jestem aktorem i piosenkarzem ,dziewczynko.Codziennie wracam późno do domu a na planie mnie pudrują i w ogóle . Nie starcza mi czasu aby to wszystko zmyć.-mówi już spokojniej.No wow. On jest aktorem? Ciekawe...
-Na serio? Zmywanie makijażu zajmuje niecałe 20 minut.
-Jeśli wracasz do domu, kompletnie wyczerpana , a na dodatek o północy ...to uwież nie masz czasu nawet się przebrać.-mówi i wpatrując się w lustro próbuje zmyć z siebie "makijaż" rękawami od koszuli.
-Tak tego nie zmarzesz. -mówię.
-A jak?! Jakbyś nie zauważyła jesteśmy w schowku na szoty , woźnego a nie w salonie piękności.-prychnął.Chcąc nie chcąc sięgam do plecaka po chusteczki nawilżające.
-Łap.-mówię i rzucam mu paczuszkę.-Ja idę na lekcje.-naciskam na klamkę.
-Poczekaj.Do której klasy chodzisz?-pyta kiedy mijam próg.Nie chcę się z nim zadawać dlatego...udaję że tego nie słyszałam i odchodzę.
Chwile później stoję już przed klasą . Pierwszy wchodzi nauczyciel a za nim my (uczniowie :P )
Zajmuje pierwsze lepsze wolne miejsce . Biorąc pod uwagę fakt że przychodzę dołączam do klasy w połowie roku szkolnego , miejsc jest dużo.
-Dzień dobry.-nauczyciel siada przy biurku i przejeżdża po uczniach wzrokiem . Kiedy dochodzi do mnie szybko wstaje (on) i gestem ręki pokazuje abym do niego podeszła.Wykonuje "rozkaz" i staje przy biurku.-Dzieci poznajcie waszą nową koleżankę Emme Redson.-boże jak ja tego nienawidze....Stoisz na środku klasy a wszyscy się na ciebie gapią.Okropność.-Emmo ja się nazywam Rocky Lynch i będę cię uczył historii.Usiądź.-przywitałam się z nauczycielem i kiedy miałam już siadać do klasy wpadł .....................................
Siemaneczko <3
Mam nadzieje że chociaż trochę się wam podobało.
Narazie opowiadanie zapowiada się jak wiele innych ale ...NARAZIE.:D
Poczekajcie na następne rozdziały a będe mogła obiecać że opowiadanie jest inne niż wszyskie.
Bardzo proszę o Komentarze <3
Pamiętaj : Komentujesz = motywujesz! <3 <3
Super rozdział! Rocky nauczycielem historii??? xDDD
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;*
Dziękuje :*
UsuńNext! ♥
OdpowiedzUsuńOh god xD Rocky Nauczycielem xD
OdpowiedzUsuńNEVER MORE XD