piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 3 cz.1

,,Or maybe sometimes worth the risk ?"








Obudziłam się w środku nocy....tzn. była 5 rano lecz dla mnie to środek nocy :D...Nie wiem po co, ale czułam że nie mogę teraz spać.
Delikatnie zsunęłam się z kolan Rossa i usiadłam obok.Wpatrywałam się w horyzont na którym powoli słońce wzbijało się ku górze.
Siedziałam bezczynnie dobre 15 minut, gdy nagle rozległ się dzwonek komórki Rossa.
Chłopak spał ,a ja nie chciałam go budzić więc odebrałam.
:Hallo?
:Ym...Cassadiy?
:Nie...Emma.
:Nowa Rossa?
:Że proszę?
:Jesteś nową dziewczyną Rossa?
:NEVER!
:Ok...a mogę wiedzieć dlaczego odbierasz jego komórkę?
:Bo on jeszcze śpi...
:Skoro nie jesteś jego dziewczyną, a on "jeszcze  śpi" to znaczy że jesteś dziwką?
:Wypraszam sobie! Z kim ja tak wogóle rozmawiam?!
:Tu Riker...Brat Rossa.
:Aha...Dzwoniliśmy wczoraj do ciebie żebyś nam pomógł .
:Hę?
:No dzwoniliśmy...chwila,chwila. Nikt do ciebie wczoraj nie dzwonił?!
:Nie e...
:Dobrze wiedzieć...Pa.

-Oszukałeś mnie!-krzyknęłam, blondyn odrazu się obudził.
-Cooo?-zapytał pół przytomny.
-Oszukałeś mnie.Wcale nie dzwoniłeś do brata!-spojrzał na mnie zdziwiony.
-A kto ci to powiedział...-przetarł oczy.
-Nawet nie zaprzeczasz!-padłam zmarnowana na siedzenie.-Po co ja się wogóle z tobą zabierałam...-wydusiłam.
-Wydziwiasz...-szepnął.-Ciesz się...
-Niby z czego?!-prychnęłam.
-Przecież każda laska chciała by spędzić czas z samym Rossem Lynchem.-uśmiechnął się.
-Wiesz mnie chłopcy o podwyższonym EGO i toną makijażu na buźce , nie pociągają.
Czyli sam widzisz...nie "każda laska".-powiedziałam.Chłopak wytrzeszczył oczy.
-Mówisz tak bo mnie nie znasz...-powiedział przesiadając się miejsce kierowcy.
-Znam cię już wystarczająco dużo...i nie chcę bardziej.-wymamrotałam.Ross nic już nie odpowiedział i włączył silnik.Jechaliśmy 20 minut aż się zatrzymał.
-Co robisz?-zapytałam.
-Nie ma paliwa...-szepnął.
-Mówisz serio czy to kolejne kłamstwo?!-prychnęłam .
-Mówię serio!Dasz sobie już spokój?!-krzyknął.
-Nie drzyj się na mnie!
-A ty jakoś na mnie mogłaś!-ucichłam.Nie będzie mnie jakiś "KEN" wyzywał.(Przepraszam...Ross to nie Ken, ale musiałam  xD -od aut.)
-I co będziemy tu tak stali?!-zapytałam po chwili ciszy.
-Nie...zaraz zadzwonię pop Cassadiy , ewentualnie Rikera bądź Rocky;ego.
-Chyba , najpierw po Rikera i Rocky'ego a potem po tą Dive!-prychnęłam.
-Nie pozwalaj sobie!-krzyknął.Mam już go dość...
-Dobra, ja mam dość.Rób se co chcesz! Ja stąd idę.-trzasnęłam drzwiami.
Po ok. 5 minutach wyciągnęłam z kieszeni spodni , telefon.Poprosiłam Dylana żeby po mnie przyjechał ,ale miał mnie , za przeproszeniem , głęboko.Mama w pracy więc pewnie nie przyjedzie...Już miałam się wracać ale przypomniałam sobie że Alexa dała mi swój numer.Zadzwoniłam do niej i nie zawiodłam się.
Miała w telefonie taką funkcje że mogła mnie "wytropić" po wpisaniu mojego numeru .(telefonu oczywiście).Nie czekałam długo .
Przyjechał po mnie Bradley ,a z nim Alexa.Wsiadłam do pojazdu.Przez prawie całą drogę opowiadałam o tym co się stało...Najpierw opowiadałam dwójce , ale potem Alexa usnęła więc mówiłam o tym tylko Bradleyowi.
-Możesz się juz zamknąć?-zaśmiał się.
-Aż tak nudzę...?-zrobiłam to samo.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...-wybuchliśmy śmiechem.
-Sorki...nie wyspałam się przez tego debila.-uspokoiłam się.
-On nie jet wcale taki zły..-oświadczył.
-A skąd ty to niby wiesz...?-prychnęłam.-To najgorszy matoł jakiego kiedy kolwiek poznałam.
-Przyjaźnimy się...-zatkało mnie.
-Że co?Ale...ale wy jesteście tacy...inni.-powiedziałam.
-Haha...to tylko złudzenie.-powiedział.Oh God....Nie możliwe...



___________.________.____________._____________._________.__________
W DOMU
______.____________.____________.____________.____________._________.___
Podziękowałam moim "zbawicielom" i weszłam do środka.(domu) . Była ok.6 rano...
Biedna Alexa...i Bradley.Są tacy mili, przyjechali po mnie o 5 rano!
-Emma?!-usłyszałam głos matki.Odziwio był jakiś inny...
-Tak?-weszłam do salonu gdzie siedziała mama.
-Gd..Gdzie by...byłaś?-zapytała czkając.
-Mamo , piłaś?-zapytałam widząc w jak jest "niecodziennym stanie" .
-Trochę...-przyznała.
-Trochę?! Tu jest co najmniej 5 butelek wódki!-wskazałam na puste butle.-Mamo...co się stało?-zapytałam spokojniej.
-Straciłam pracę...-no niedziwie się!
-Dlaczego?
-Bo pojechałam cię szukać..Ale wiesz z czym to się wiąże?-spojrzała na mnie.Kiwnęłam przecząco głową.-Z przeprowadzką...-westchnęła.
-CO?! Ale nie mieszkamy tu nawet jeden dzień!Mamo!-krzyknęłam drżącym głosem.
-Będziemy tu jeszcze jakieś 3 dni...potem wracamy do NY...Będziemy mieszkać u babci.-powiedziała.-
-Nie chcę!-krzyknęłam.
-Wrócisz do starej szkoły, przyjaciół...-dodała.
-Załamujesz mnie...Nie chcę tam wracać właśnie z tego powodu! Nie mam przyjaciół!A stara szkoła to jedno wielkie piekło. Wczoraj odzyskałam szanse na nowe, lepsze życie. A ty to właśnie zdeptałaś.-rozpłakałam się.Mama spojrzała na mnie zdziwiona.
-Ale zawsze mówiłaś że...-zaczęła.
-Kłamałam.-weszłam jej w słowo.
-Dlaczego? Jak mogłaś?
-A która matka chciała by usłyszeć że jej dziecko jest dręczone. Że nie ma przyjaciół?Że codziennie oblewana jest resztkami koktajlu?-zapytałam.Siedziała cicho.-Żadna.
-Przepraszam...nie wiedziałam...-tłumaczyła się.
-Nikt nie wiedział.-z oczu popłynęło mi parę łez.-Byłam sama dla siebie...-dodałam ciszej.Wybiegłam z domu.Nie panowałam nad łzami...ale również nie miałam siły iść.Usiadłam na schodkach przed domem i zaczęłam "wyć".
Chwile potem pod przeciwny dom podjechał czerwony samochód z którego wyszedł...Ross?!Tak, Ross.
Podbiegł do mnie.
-Emma?-zapytał.Nienawidzę takich..."głupich pytań". Przecież widzi ciołek że to ja !-Ej , co się stało?!-przyklęknął przy mnie.
-Nie twój interes.-wstałam i poszłam ...nie wiem gdzie miałam ochotę wtedy się podziać...Poprostu szłam.
-Dlaczego płaczesz?-poszedł za mną.
-Odczep się.-przyśpieszyłam kroku.
-Ej  o co chodzi?! Co ja ci takiego zrobiłem,że jesteś taka ?!-krzyknął.
-Nic...-powiedziałam z sarkazmem i obróciłam się napięcie.-Oprócz tego że wywiozłeś mnie do ciemnego,zimnego  i strasznego jak nie wiem lasu i spędziłam tam noc...O ! I teraz przez to moja mama straciła pracę , więc musimy wracać do NY gdzie nikt mnie nienawidzi...to nic.-wybuchłam płaczem.Chłopak podszedł do mnie i  przytulił...Nie chciałam go puszczać, bo może właśnie wtedy tego potrzebowałam...
....







-Nienawidzę cię...-szepnęłam , mimo to cały czas go przytulając.
-Wiem...-zaśmiał się.


CDN <3

Siemanko <3
Jak się podobało? Mam nadzieje że wybaczycie mi że jest taki krótki , ale nie miałam czasu w tym tygodniu i...jakoś tak wyszło :P Dlatego właśnie postanowiłam podzielić ten rozdział na dwie części :) 
Proszę o komentarze misiaczki, bo bardzo miło się je czyta i...motywują :D <3 <3 <3

6 komentarzy:

  1. Troche krótki ale super :-D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety,ale wiem :/
      Dziękuje za komentarz <3 <3 :)

      Usuń
  2. Hm, trochę krótki i wiele dialogów, ale ciekawy, fajnie się zapowiada ;)
    (Nie masz zakładki "spam, więc:) zapraszam cię na mojego bloga z ff o raurze http://fearless-raura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, haha :D Ale dzięki i wpadne na twojego bloga :D <3

      Usuń
  3. No moja kochana Sawisia <3 Super <3 Fajnie że go nienawidzi, ZARAZ JA CIEBIE ZNIENAWIDZĘ, hahah żartowałam Sawisia ♥ ♥ ♥ Czekać na nexta nie bd bo.. Białej gorączki dostanę, ale ja ffiem ze mnie powiadomisz ☺☻♥
    ~Słoma

    OdpowiedzUsuń