piątek, 8 maja 2015

Rozdział 7 cz.2

,,life is beautiful , just horrible people"


-Riker...Rocky już jedzie.Musimy poczekać.-Alexa zatrzymywała złamanego chłopaka przed wejściem do samochodu.
-Nie jestem kaleką!-krzyknął.Mimo uniesionego tonu jego głos wydawał się ciepły i troskliwy...Miał to wrodzone?
-Przecież wiem...ja nie to mam na myśli.Dobrze wiesz w jakim stanie jest twój organizm.Jeden niewłaściwy ruch czy gest może się źle skończyć.-tłumaczyła.
-Alexa...przestań się tak nade mną rozczulać.-powiedział poważnie.-Mam 23 lata.Nie pięć ,nie dziesięć TYLKO 23.Potrfie sam o siebie zadbać.-uniósł się.Dziewczyna patrzyła na niego ze zdziwieniem?Coś pomiędzy tym a lekkim zawiedzeniem się.
-Riker...Nie rozczulam się nad tobą.Uwierz mi...nawet Rocky'emu w takiej sytuacji bym pomogła.Przecież ja nie chce źle...-powiedziała .-Chcę dobrze.
-To może jemu pomóż...ja już mam cie dość.-powiedział cicho,odwracając się w stronę samochodu.Nie chciał aby dziewczyna to usłyszała...żeby ktokolwiek to słyszał.To były jego zdaniem głośne myśli...Niestety zbyt głośne.
-Słucham?-zapytała cicho,a ten odwrócił się zakłopotany.-Nawet ty...?-jej oczy zaszkliły się.
-Alexa ja...nie to miałem na myśli.Nie...-próbował się wytłumaczyć.
-To co miałeś?-po jej policzku spłynęła łza.
-Ja...nie płacz.-podszedł bliżej niej.Przytulił ją.
-Zostaw.-odsunęła się.Riker totalnie nie wiedział co zrobić.Rozumiał że dotknęło to dziewczynę,ale sam nie potrafił wytłumaczyć jego okropnych słów.-Myślałam że przynajmniej ty tak o mnie nie myślisz...spuściła wzrok, po czym odeszła.
-Nie mam cię dość.Ja nie wiem co powiedziałem...zrozum mnie...To wszystko mnie przerasta.-złapał ją za nadgarstek.

***Riker***
Matko boska...co ja narobiłem?Czy ze wszystkich wad świata,Bóg musiał mi dać akurat nie wyparzoną buzie?! Nie mogłem dostać krzywego nosa albo zębów?
-Zostaw mnie.-rozpłakała się i uciekła.Próbowałem ją jakoś dogonić ,ale ból pleców był silniejszy.
Usiadłem na schodach przed domem Emmy.Dziewczyna cały czas siedziała w domu i czegoś szukała...
-Em...Gdzie Lexa?-zapytała stając przede mną i rozglądając się w poszukiwaniu przyjaciółki.
-Nie ma jej...-westchnąłem.Dziewczyna wytrzeszczyła oczy,a ja wstałem.
-A gdzie jest?
-Nie wiem...uciekła.-spuściłem Głowę.
-Co?!Coś ty jej zrobił?!-krzyknęła.Mogę założyć się że pół mieszkańców tej ulicy ją słyszało.
-Cicho...-zatkałem jej buzie.-Trochę się pokłóciliśmy...-powiedziałem.
-O co?-próbowała zabrać moją dłoń.Na marne.
-Powiedziałem jej coś ...O ROCKY!-sprawę uratował mój brat...Całe szczęście że przyjechał akurat w tym momencie.Zdążyłem poznać Emme i wiem do czego jest zdolna jak się wkurzy.
Szybko popędziłem do samochodu...oczywiście na tyle szybko,na ile pozwalało mi samopoczucie.
Usiadłem obok bruneta.
-Haha ,a tobie co?-zapytał patrząc na moją zmęczoną i przestaszoną minę.
-Hej .-do samochodu weszła także dziewczyna.
-O hej śliczna...co żeś zrobiła Rikerowi?-zapytał odpalając silnik i ruszając.
-Pytanie co on zrobił Alexie...-zawarczała.
-Długa historia...-westchnąłem.
-Mam czas.-powiedziała pewna siebie.
-A ja nie...-próbowałem jakoś wymigać się od odpowiedzi.Przez pół drogi męczyła mnie jeszcze o to.Całe szczęście Rocky zaczął inny temat,po czym nie chciało się jej już o tym rozmawiać,albo zapomniała.
........................
-Dzień Dobry .My do Rossa,Rossa Lyncha.-stanęliśmy przed recepcjonistką.
Ja i dziewczyna chcieliśmy się dowiedzieć czegoś na temat Rossa...tssa...a Rocky znalazł ciekawszy temat.
-Pani szef jest ślepy?-zapytał Rocky.Wpatrywał się w rudowłosą ,śliczną kobietę z zainteresowaniem.
-Nie,a czemu Pan pyta ?-zaśmiała się.
-Bo kto normalny przyjmuje kobiete z zezem do pracy jako recepcjionistka.-wpatrywał się w jej oczy.Cały czas machał jej dłonią przed twarzą sprawdzając czy tak śledzi jego ruchy.-Hyhy...-zaśmiał się jak prosiak ,kiedy dotknął jej nosa,a ta zrobiła jeszcze większego zeza.W głębi  umierałem ze śmiechu z zachowania tego palanta,ale z drugiej miałem ochotę go zabić.
-Rocky!-brunetka walnęła go lekko w głowę na gest opanowania się.
-No sorry...-westchnął.-Sorry zezi...-spojrzał na rudą ,która była już tak wkurzona że o mało nie wybuchła.
-Niech nam pani powie który pokój i nie psujmy sobie więcej nerwów.-uśmiechnęła się Emma.
-316.-uśmiechnęła się ciepło kobieta.Już mieliśmy odejść,ale Rocky musiał dorzucić swoje "5 groszy."
-Mam pytanko...Ile "mnie" Pani widzi?-zapytał.
-Idź mi stąd Ty wredne dziecko!-powiedziała poważnie.Brunet uniósł dłonie w geście obrony i odszedł.Ja i Emma zaczęliśmy się śmiać z głupoty braciszka.
W końcu znaleźliśmy się przed pokojem Rossa.Przeszły mnie okropne ciarki.Widziałem że dla Emmy też nie było to łatwe...w przeciwieństwie do Rockyego który poszedł kupować sobie kauczuki w automacie.Zdecydowanie zabrakło mu dzieciństwa...ale co ja poradzę.Nie tylko jemu.Mi i reszcie również.Można powiedzieć że od ukończenia 18stki stałem się ich ojcem.Jedynie Rydel wyszła na ludzi...Ma teraz swoją firmę w N.Y ,a za niedługo wychodzi za Ellingtona.Od jakiegoś...hm...roku?Tak,chyba tyle.R5 ma przerwę.Głównie przez to że miałem problemy z Rossem w szkole,gołąbeczki(Rydellington ) wyjechali ,a ja sam mam dużo roboty.Nie wiem kiedy wyjdziemy na prostą,ale obawiam się że nie zbyt szybko.
-Idziemy?-zapytała.Kiwnąłem głową i otworzyliśmy drzwi.Widok jaki tam zastałem kompletnie zwalił mnie z nóg.
Leżał tam Ross .Głowę owiniętą miał białym bandażem, nogę w gipsie i jeszcze mnóstwo kabelków podłączonych do niego.
Emma zatkała usta.
Podeszła bliżej niego...całe szczęście nie spał.
-Hej Ross.-powiedziała nie ściągając dłoni z ust.-Jak się czujesz?-usiadła na krzesełku obok.
-Wspaniale.-powiedział z sarkazmem.-Dziękuje że przyszłaś...-złapał ją za dłoń.Ta się uśmiechnęła.
-Nie ma sprawy...Co się tak właściwie stało?-zapytała.
-Brad się stał...-westchnął.
-Słucham?-zdziwiła się.
-No Bradley...Bradley mnie tak użądził.-powiedział poważnie.
-Bradley?Przecież to twój najlepszy przyjaciel...
-Czy wy mówicie o bracie Alexy?-włączyłem się w rozmowę.
-O Riker.-uśmiechnął się Ross.-Świetnie że jesteś.-wyszczeżył swoje ząbki.Chyba pierwszy raz od kąd pamiętam tak się ucieszył na mój widok.Zawsze traktował mnie jak ojca...co trochę ,pewnie dziwnie brzmi,ale to prawda.-Tak...a skąd ty ją znasz?
-Uczyłem i ostatnio się widywaliśmy...-powiedziałem siadając obok.
-Co za idiota!-wybuchła Alexa.I ja i blondyn nieźle się zakończyliśmy.-Czułam że cos nie gra,jak wtedy,kiedy zginęłąś, powiedział mi że jak zginiesz i umrzesz nie będzie płakał.Wmawiał mi potem że to żart...ale nie chciało mi się wierzyć.-powiedziała szybko.
-On tak powiedział?-zapytałem dla pewności.
-Tak.
-Ej ludzie...skończmy temat.-powiedział smutny braciszek.
-Nie ...ja tak tego nie zostawie...-powiedziała dziewczyna.-Potem wpadnę.-pocałowała mnie i Rossa w policzek,wzięła torbę i szybkim krokiem wyszła.Przeczuwam że źle to się skończy...





***************************************************************************
CDN <3
**************************************************************************
Elo ludki <3 Co by tu...Komentucie <3

1 komentarz: