,,A friend in need is a friend indeed ..."
*chwile później*pokój Rossa*
-Po co mnie tu zaprosiłeś?-zapytała brunetka rozglądając się po pokoju chłopaka.
-Mam pomysł...-powiedział. Złapał ją za ramiona i usadził na łóżku.-Poczekaj tu...-uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
Niecałe 3 minuty potem wbiegł do niego z kilkoma gazetami.
-Eeee? Powiedziałeś że masz pomysł...czy tym pomysłem było oglądanie magazynów?-zaśmiała się.
-Nie.-położył je obok dziewczyny i sam też usiadł.-To nie magazyny ...Tylko gazety z ogłoszeniami.Kim jest...yy...była twoja mama?-zapytał.
-Psychologiem...chyba.-powiedziała.Blondyn zaczął się śmiać.-Co?
-Nie wiesz kim jest twoja mama?-zapytał zakrywając buzie...
-Nigdy jej o to nie pytałam...miałam ważniejsze sprawy na głowie.-prychnęła.
Chłopak kiwnął głową i podał Emmie parę gazet.Zaczeli je "przeszukiwać".
Co chwile znajdywali pasujące im prace...dzwonili, ale każda była już nieaktualna.
Po godzinie bez efektownej "pracy" opadli na łóżko.
-Ja już mam dość , a ty?-zapytała dziewczyna wpatrując się w sufit.
-Też...ale nie możemy tak tego zostawić...-oparł się na łokciu.-Sama mówiłaś że nie chcesz wracać do NY.-dziewczyna kiwnęła głową.
-Ale Ross, co my możemy zrobić?Nic. Moja mama i tak wolała tam mieszkać, więc nie będzie chciała zostać i...-zaczęła.
-Mylisz się.-wciął jej się w słowo.-Logika myślenia "klasycznej" matki...nazywana jest przeze mnie banałem.Każda z nich chcę żeby jej dziecko było szczęśliwe...Wystarczy jej wcisnąć jakiś kit np. że znalazłaś prawdziwą przyjaciółke, albo że sie zakochałaś...I BOOM! Robi wszystko żeby zostać.-zaśmiał się.
-W sumie...dobrze myślisz. Ale są dwa powody dla których tego nie zrobie...-powiedziała.Blondyn się zdziwił gdyż uważał że jego pomysł jest genialny.-Po pierwsze~moja mama nie jest "klasyczna.-zaśmiała się.-Po drugie ~ Nie będę jej kłamać. -dodała.
-Oj Emma...Chcesz tu zostać czy nie?-zapytał.Dziewczyna potwierdziła, skinając głową.-No to w czym problem?!Od kłamstwa jeszcze nikt nie umarł...-powiedział.Brunetka zastanowiła się chwile.
-No dobra. Ale jak? Nie mam tu ani chłopaka , ani przyjaciółki.-założyła ręce na klatce piersiowej.
-To się da załatwić...Poprosimy kogoś żeby udawał.-prychnął.
-Tak.Bo napewno będą chcieli dla mnie kłamać...nikt mnie tu nie zna.-powiedziała sarkastycznie.
-Wątpisz we mnie?-zapytał z uśmieszkiem.-Czy naprawdę , wątpisz w Rossa Lyncha?-zapytał ponownie.Wybuchli śmiechem.-Głodna?-dodał kiedy się uspokoili.
-Bardzo...-westchnęła.
Zeszli do kuchni.Ross wziął się za robienie tostów, a dziewczyna usiadła przy stole .
-U ciebie zawsze jest tak cicho?-zapytała.
-Nie...w tym domu nigdy nie jest cicho.-zaśmiał się.-Nie wiem gdzie ich wszystkich wcięło.
-"ICH WSZYSTKICH"?
-Tak mieszkam z czwórką rodzeństwa i rodzicami.-Postawił na stół talerz z jedzeniem.-A ty masz rodzeństwo?-wziął pierwszy gryz.
-Tak...brata któy mnie nienawidzi.-zrobiła to samo.
-haaha...Jak to cię nienawidzi? Napewno tak nie jest.
-Jest uwież mi ...To długa historia.-ugryzła następny kawałek.Nagle wytrzeszczyła oczy i mało nie spadła z krzesła.-ROSS!Dzisiaj jest piątek! Szkoła!-krzyknęła.Chłopak oprzytomniał .
Kazał brunetce biec do domu po torbę .Powiedział również że zawiezie ją do szkoły.
Nie zajęło to nawet 10 minut.Emma i Ross nie wahając się i nie zastanawiając nad niczym, pojechali do szkoły...zabrali auto starszego brata chłopaka ponieważ jego "nie było w stanie".
*W szkole*
-Dobra kto wchodzi pierwszy?-zapytał blondyn, kiedy stali już przed klasą.
-Nie możemy wejść razem?-zaśmiała się.
-Nie...To...Nie...Oh ,nie mogą nas zobaczyć razem.-powiedział . Dziewczyna wytrzesczyła oczy.
-Niby dlaczego? Bo ucierpi na tym twoja "reputacja"? I tak jej nie masz więc się nie martw..-prychnęła.
-Nie o to chodzi. I Ej! Mam reputacje ...bardzo wysoką.-zrobił z rąk "precelka".
-Wstydzisz się mnie?
-Nie...znaczy...Oj no nie obraź się ...-tłumaczył.Emmę dopadły mieszane uczucia...z jednej strony pawała złością,a z drugiej miała ochotę się rozpłakać.
-Ty ...-wskazała na blondyna palcem.Nie chciała mówić nic więcej...tzn chciała ale,nie miała siły i ochoty.Weszła do klasy trzaskając za sobą drzwiami.
-Emmo...dlaczego si...-zaczął nauczyciel.
-Miałam problem z dojazdem.-wcięła się w słowo.Nauczyciel skinął głową i kazał jej usiąść.
Po chwili do klasy wszedł Ross z "podstawową" śpiewką...(chodzi o tłumaczenie swojego spóźnienia)
Kiedy przechodził obok ławki Emmy lekko się do niej uśmiechnął,lecz ta to zignorowała.
Chłopak przez połowe lekcji gapił się na dziewczyne...ale nie dlatego że mu się spodobała, gryzło go sumienie.Cassadiy , która siedziała obok niego, walnęła go łokciem.Była wściekła...co się dziwić, to chyba nienormalne jak czyjś chłopak patrzy się na inną.
Zadzwonił dzwonek.Blondynka dała znać swojemu chłopakowi, że mają się spotkać za 5 minut przy szafkach.
Ross posłusznie wykonał zadanie i na czas pojawił się w wyznaczonym miejscu.
-Co to miało być?!-zapytała .Była bardzo zła.
-O co chodzi?-uśmiechnął się niczego nie świadomy.Chciał ją pocałować, ale ta go odepchnęła.
-O to że przez połowę lekcji patrzyłeś się na tą nową i jeszcze weszliście oboje spóźnieni, w tym samym czasie.Skąd mam wiedzieć czy to nie jest znowu jakaś typa z którą poszedłeś na "szybki numerek"?-powiedziała.
-Że słucham? W życiu!-bronił się.
-Nie zdziwiłabym się...-prychnęła wkładając książki do szafki.Na horyzoncie widzenia Cass pojawiła się Emma.
-To było kiedyś i tylko raz...a pozatym ona już nie chodzi do naszej szko...-zaczął .Blondyka nie słuchała go podbiegła do Emmy.
-E masz jakiś problem?-zapytała brunetka, kiedy Cassadiy weszła jej w drogę.
-Pytanie czy ty masz jakiś problem. Co to ma być? Ross to jest mój chłopak i wara od niego!Zrozumiałaś.-krzyknęła.Wzroki osób na korytarzu przeszły na dziewczyny, ponieważ blondynka ma dosyć donośny głos.
-Przestań!W życiu nie chciałabym zarywać do Rossa!Jest przystojny, ale mam zasadę której się trzymam.NIGDY NIE ODBIJAM FACETÓW. -krzyknęła.Chłopak stanął obok blondynki.
-Ja mam nadzieje!Pustaku.-dodała.Emma była już na skraju wytrzymałośći...za dużo się dzisiaj stało, chociaż był dopiero wczesny ranek.
-Ale nie zdziwiłabym się jakby cię ze mną zdradził, jestem o niebo lepsza.-dopiekła jej.Cassadiy rzuciła się na nią.
Zaczęły się szarpać,a blondyn zaczął je rozdzielać.Nagle na korytarzu pojawił się dyrektor.
-Lare , Redson do mojego gabinetu. Teraz.-powiedział groźnie.
Rozdział dedykuje "mojej wiernej fance" xD- Słomie <3
No...i jak się podobało?Mam nadzieje że chociaż troszkę ;)
Pod ostatnim rozdziałem pojawił się komentarz że jest dużo dialogów i wgl...JA TO WIEM .
Ale nie potrfie inaczej...mimo to obiecuje że postaram się dać mniej ;)
Dzięki <3
Pamiętaj - KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ <3
Supcio rozdzial next <3
OdpowiedzUsuńSupcio rozdział NEXT!!!
OdpowiedzUsuń<3 <3 <3 <3 <3 NJE ZAPIISZE <3 <3 <3 NADAL BĘDĘ CIĘ MĘCZYC SAWISIA <3 <3 <3 BÓJKA
OdpowiedzUsuńTY KRÓLOWO MOJA JEDNA SKĄD WIEDZIAŁAŚ CO LUBIE? KOCHAM CIĘ PRZEPRASZAM NJE ROSSPISUJE SIE BO MI GUGLE NAWALAJĄ...XD CUDO MIÓD MALINKA PISZ NEXTA BO UFOLUDEK CZEKA <3
WENY WYSYŁAM WIADRA DWA <3
BUŹKA
~MARTYNA :*