,,To make it easy, you first must be terribly difficult"
*Gabinet dyrektora*
-Dziewczyny , mogę wiedzieć co to było?-zapytał mężczyzna.Nigdy nie miałam styczności z Panem Korthbirge...może dlatego że to jest mój drugi dzień w szkole?No właśnie...drugi, a już wylądowałam u dyrekcji. W tamtej wzywali mnie...ale tylko po to żeby przekazać mi jakiś list do rodziców z gratulacjami:za konkursy,oceny,(udzielanie sie )cele charytatywne itp...To chyba nie najlepsze rozpoczęcie "nowego życia".
Siedziałyśmy cicho...Ani ja , ani Cassadiy nie miałyśmy ochoty na to odpowiadać.-Hallo?! Proszę odpowiedzieć , w tej sekundzie.Panno Redson?-spojrzał na mnie.Zatkało mnie.
-No...Pokłóciłyśmy się o...o ...-nie wiedziałam co mogę wymyślić. Z jednej strony...chciałabym powiedzieć że to Ona na mnie naskoczyła z byle powodu...ale z drugiej, nie chcę mieć z nią problemów.-...mała kłótnia.-westchnęłam.
-Mała kłótnia , mówisz? Nie wyglądało to tak...-pokręcił głową.-Cassadiy czy wiesz o tym że to będzie już twoja szósta uwaga od dyrekcji? A po 8 wylatuje się ze...-zaczął grzebiąc coś w komputerze.
-Jak to?!-zeszła z krzesła.-Nie tak się umawialiśmy!-krzyknęła...O, czyli ona i Ross są siebie warci.Chodzi mi o szacunek do starszych.
-Ymm...Cassadiy...Poczekaj chwile.-powiedział zmieszany.-Panno Redson , dostajesz naganne.Idź na lekcje.-powiedział wskazując na drzwi.Nie ukrywałam zdziwienia...Odchodząc usłyszałam jak Cass mówi do faceta ,,Pójdźmy na taki układ, ja ci dam to co zwykle , Ty mnie nie wywalisz ze szkoły.".Nie wiem co o tym sądzić...To trochę dziwne i podejrzane że uczennica jest ze swoim nauczycielem na "TY".
Wyszłam z pomieszczenia .Powoli szłam na lekcje.
-Emma! Czekaj!-usłuszałam za sobą głos Rossa.Nie odwracając się, przyśpieszyłam .Dogonił mnie.-Gdzie Cassadiy?-zapytał zagradzajądz mi drogę.
-Nie wiem...pewnie siedzi jeszcze u dyrektora.Przepuść mnie.-powiedziałam oschle.
-Dlaczego Ty wyszłaś wcześniej?-zapytał , nadal nie odsłaniając mi przejścia.
-Kurwa nie wiem!To twoja dziewczyna , nie moja.PILNUJ JEJ SOBIE.-prychnęłam . Wyminęłam chłopaka...czułam przez chwile jego wzrok na sobie.
-Przepraszam za spóźnienie, ale byłam u dyrektora.-sapnęłam wchodząc do klasy.Nauczyciel pokiwał głową.
-Będziemy musieli porozmawiać po tej lekcji...Teraz siadaj.-powiedział.Posłusznie wykonałam polecenie...Pech chiał że ta lekcja to godzina wychowawcza...NIENAWIDZĘ.Nie wiem po co wogóle tą lekcje zrobili...żeby zanudzić uczniów na śmierć poprzez gadanie o wychowaniu? Nie wątpie.
Nauczyciel gadał coś przez pół lekcji...dopiero w tej drugiej połowie zaczęłam słuchać.Mówił o wycieczce kilku dniowej, nad jezioro.Znaczy hotel będzie niedaleko jeziora i lasku , a zwiedzać będziemy jakieś miasto niedaleko.SUPERR!Tylko...jak ?! Przecież za kilka dni się przeprowadzam. FUCK. Wyleciało mi z głowy...musze to obgadać jeszcze z mamą...Nie możemy tak poprostu stąd wyjechać.
Lekcja minęła by miło...gdyby do klasy , zresztą jak zwykle, wbiegł spóźniony Ross.Tym razem był też mega wściekły...Przez resztę lekcji ciągle kopał jakiegoś kujona , któy siedział ławkę przed nim.
-Emmo,podejdź tu.-powiedział nauczyciel , kiedy zadzwonił dzwonek.
-Tak?-uśmiechnęłam się.
-Posłuchaj mnie ...Ja wiem że jesteś nowa i że szukasz znajomych...Ale Ross to nie jest autorytet i wolałbym żebyś z nim nie spędzała przerw . Poza szkołą , oczywiście,ale nie w szkole.-powiedział całkiem poważnie.
-Ymm...Nie rozumiem.Ja Rossa nie "trawię" i nie chcę mieć z nim nic wspólnego, ale...zakazywanie uczniom spotykania się z innymi uczniami jest chyba nie na miejscu.To nie nauczyciele decydują z kim oni się spotykają,chyba że w tej szkole panują takie zasady...-zdziwiłam się.
-Emmo...ja rozumiem.Nie zakazuje ci się z nim spotykać...Tylko on źle wpływa na twoją frekwencje.Chodzisz do tej szkoły drugi dzień , a masz trzy spóźnienia.Jak to jest możliwe?-wytłumaczył.
-Dobra...postaram się więcej nie spóźniać.Przepraszam, mogę już iść?Jest długa przerwa?-zapytałam.Nauczyciel kiwnął głową , a ja pokierowałam sie w stronę stołówki.
Przed wejściem natknęłam się na Cassadiy...miała taki sam humorek jak Ross.Kiedy obok niej przechodziłam jak mówi pod nosem "suka",ale zignorowałam to.
Usiadłam przy pierwszym lepszym wolnym stoliku.Zaczęłam jeść spagetti ,które podawano.
-Eee...mała coś ci się nie pomyliło?-podszedli do mnie jacyś chłopcy.Ubrani na czarno...Typowi Bad-Boye. Dostrzegłam między nimi Rossa.
-E...no nie wydaje mi się.-prychnęłam.Spojrzeli na mnie, jakby mieli mnie zaraz zabić.
-To nasz stolik.Spadówa.NOW.-powiedział jeden z nich.Nie ukrywam ...trochę sie przestraszyłam.
-Wasz stolik?-zapytałam , a oni kiwneli głową.-A to nie jest przypadkiem własność szkoły?-dodałam z uśmieszkiem.
-Słuchaj...Masz 5 sekund na opuszczenie tego miejsca...-odezwał się.
-Bo?-prychnęłam.
-Bo to...-podszedł do mnie , wziął talerz ze spagetti i wysypał na mnie.
-Porąbało cię?!-krzyknęłam.Reszta chłopaków zaczęła się śmiać, a stołówka dosłownie wybuchła śmiechem na widok spagetti na moim biuście.Z tłumu chłopców...tych którzy mnie tak potraktowali...wyłonił się ...BRADLEY!
-Ej wszystko ok?-zapytał.Miałam ochotę go udusić.
-Ty, Ty na to patrzyłeś i nic nie zrobiłeś?!-krzyknęłam . Spuścił głowę...-Nienawidzę Cię.-rozpłakałam się i uciekłam z pomieszczenia.
Usiadłam na ławce przed szkołą i zadzwoniłam po Dylana,który kiedy usłyszał że płaczę odrazu zgodził się przyjechać.
Nagle ze szkoły wybiegła Alexa,usiadła obok niej.Nie wahając się wtuliłam się w nią.
-Ej nie płacz,będzie dobrze.-pocieszała mnie.Przez co jeszcze bardziej zaczęłam wyć.
-Nie będzie, Alexa.Mój koszmar z tamtej szkoły zaczyna się powtarzać...To dopiero początek.-szlochałam.
-Mój brat to debil...Nie zasługuje na ciebie.Uspokój się.-pogłaskała mnie po głowie.-chcesz żebym poszła tobą do domu?-zapytała.
-Nie...Ale dziękuje.-przytuliłam ją.
-Nie płacz już...-uśmiechnęła się.-Muszę spadać na lekcje,ale potem do ciebie wpadnę,ok?-potwierdziłam głową,a ta poszła w stronę szkoły.Chwilkę później przyjechał mój brat.
Pojechałam z nim do domu...Ale i tak zostałam sama bo musiał wracać do pracy.
Weszłam do mojego pokoju ,wyciągnęłam z szafy czyste ubrania i poszłam do łazienki.Napuściłam do wanny wodę i wsypałam morską,prześlicznie pachnącom sól.
Bardzo mnie to odprężyło...przez chwilę zapomniałam co się wtedy wydarzyło.
Po skończonym "relaksie" zeszłam do kuchni aby coś zjeść...miałam wielką ochote na spagetti...wcześniej nie dano mi szansy żeby je zjeść.
Wyciągnęłam wszystkie potrzebne mi składniki...już miałam wziąć się za robotę ,ale zadzwonił dzwonek do drzwi.
-To Alexa...-spojrzałam na zegarek.Od tego incydentu na stołówce minęła godzina.Czyli albo Alexa wyrwała się z lekcji,albo to Bradley lub mama.
Podeszłam do drzwi.
Ku mojemu zdziwieniu, nie była to żadna z tych osób..................................
CDN <3
Ojoj...no co by tu dużo.Mam nadzieje że się podobało ;) Prosze o komy bo ostatnio było ich mało...
KOMENTUJESZ -MOTYWUJESZ <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz