niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 5 cz.1


,,YOU IS ...BABY".




-Cześć...wchodzę.-powiedział pewny siebie blondyn i chciał przekroczyć próg drzwi wejśćiowych.
-Chyba śnisz.-prychnęłam wypychając go.Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Oj, no...Przecież nie ja ci o zrobiłem.-westchnął i znów próbował się wprosić.
Trzasnęłam drzwiami , dosłownie przed nosem Rossa.
Zaczął walić w drzwi...Minęło 5 minut...10...15. Nie wytrzymałam.Strasznie wkurzało mnie te jego walenie.Otworzyłam je.
-Możesz mi powiedzieć po co to robisz!?-krzyknęłam.Chłopak spojrzał na mnie...przestrasznony?! Haha...On jest wyraźnie przestraszony.
-Nie krzycz tak...-powiedział cicho.-Muszę z tobą pogadać.-dodał.Jego mina mieniła się na...na smutną.
-Ze mną?-zapytałam dla pewności ,że się nie przesłyszałam,a on pokiwał głową.-Zły adres.Ze mną już nie masz o czym gadać.-chciałam ponownie zamknąć drzwi, ale On zatrzymał je swoim butem.
-Emma...Przestań.Daj mi chociaż pięć minut.-rozpłakał się.Nie wierze! Ross płacze. Hahaa...zejde na miejscu.Chociaż...widzę że coś go gryzie.Nie wiem dlaczego...ale wpóściłam go.A NIE! Wiem dlaczego...Przecież głupia Emma Redson zawsze miała wyrzuty sumienia, jak kogoś nie wysłuchała.
Usiedliśmy na kanapie, w salonie.
-Ross...dlaczego płaczesz?-zapytałam.Spojrzał na mnie czerwonymi, opuchniętymi oczami.Zrobiło mi się go strasznie szkoda...Mimo że jest świnią.
-Obiecaj mi że nikomu nie powiesz.-kiwnęłam głową.-Cassadiy...Ona...-ukrył twarz w dłoniach.
-Ross! Co się stało Cassadiy?!-zapytałam.
-Nic się jej nie stało...-powiedział.-Tylko że Ona...jest w ciąży.-zatkało mnie.Przecież oni mają po siedemnaście lat...
-O cholera...Ej, nie martw się będzie dobrze.-pogłaskałam go po plecach.
-Nie ! Nie będzie. Jestem aktorem,wokalistą i ...dzieckiem! Nie mogę zostać Ojcem!-krzyknął.
-Uspokój się...-powiedziałam.
-Jak mam się uspokoić jak ...-zaczął.Zatkałam mu buzię.
-Jesteś pewny ?-zapytałam.Chłopak kiwnął potwierdzająco głową.-Gadałeś z nią?-zaprzeczył.-Ross...ona potrzebuje teraz rozmowy.-westchnęłam.Pomyślałam chwilę i wstałam.-Jedziemy.-skierowałam się w strone wyjścia.
-Gdzie?-zapytał głupkowato.
-Hmm...A gdzie możemy jechać?!Może na lody?-zapytałam z sarkazmem.
Zamknęłam drzwi i wsiedliśmy do samochodu chłopaka.Przez prawie całą drogę...WRÓĆ.Przez całą drogę zastanawiałam się ,dlaczego mu pomagam.Narobił mi tyle przykrości przez te dwa dni, a ja jeszcze się do niego oddzywam.Jestem taka...ugh.
W trakcie drogi wypytywał mnie o to co ma powiedzieć Cassadiy.


*DOM CASSADIY*
Staliśmy przed ogromną, białą willą.
Co ja tu robię?Przecież ona mnie nienawidzi...
-Gotowy?-zapytałam.
-Nie...ale muszę.-stwiedził smutny.
-Będzie dobrze.-poklepałam go po ramieniu.Zapukaliśmy do drzwi domu ,dziewczyny.
Otworzył nam jej tata,który o tej sprawie wiedział tyle co nic. ( xD )
Wpóścił nas do środka , po czym zaprowadził do pokoju Cass.
Leżała na łóżku z głową w poduszkę.Szlochała.
Kiedy nas zobaczyła odrazu rzuciła się na Rossa, przytulając i ...zasmarkując go.
-Co ona tu robi?-zapytała wskazując na mnie palcem.Poczułam sie niezręcznie.
-Przyszła nam pomóc.-odpowiedział blondyn.
-To ona wie?! Jak mogłeś jej to powiedzieć!-krzyknęła,a on zaczął się drapać po głowie...najwidzoczniej było mu głupio.
-Spokojnie...nikomu tego nie powiem.-wytłumaczyłam.Chciałam go jakoś obronić.
-No mam nadzieje...A jak tylko piśniesz komuś słówko to cie zniszcze, rozumiesz?-zagroziła mi.
-Nikomu nie powiem.-powtórzyłam.-A robiłaś testy?-zapytałam.
-Jakie testy?-zdziwiła się siadając na łóżko.Ja i Ross zrobiliśmy to samo.
-No ciążowe...?-uśmiechnęłam się.Dziewczyna pokiwała przecząco głową.
-To skąd wiesz że jesteś w ciązy?-zapytał blondyn.
-Bo ostatnio...na moim dachu...-zaczęła.
-Zdradziłaś mnie z kimś na dachu ?!-krzyknął Ross.Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
-NEVER!-odpowiedziała szybko.
-To skąd masz pewność że jesteś w tej ciąży?-zapytałam.
-No bo ostatnio na moim dachu pojawiły się bociany.-uśmiechnęła się.Nie bardzo ją rozumiałam.
-I co to ma do rzeczy?-zapytałam.
-No a skąd się biorą dzieci?! To chyba jasne...Bocian je przynosi...-powiedziała poważnie.Spojrzeliśmy na siebie z Rossem i...wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.Tarzaliśmy się po podłodze...DOSŁOWNIE.
Po kilku minutach nie wiedziałam z czego się tak nabijam-z tego że Cassadiy to taka idiotka, czy dlatego że Ross jest czerwony jak burak.
-No już...-uspokajała nas blondynka.No właśnie...blondynka.-Z czego się tak śmiejecie?-zapytała.
Usiadłam na przeciwko niej , spojrzałyśmy sobie w oczy.
-Cassadiy...Twoja wiedza o robieniu dzieci jest conajwyżej na poziomie przedszkolaka.-powiedziałam.Ross ponownie wybuchł śmiechem, przez co dziewczyna wyrzuciła go z pokoju.-Bociany nie przynoszą dzieci, nie znajdujemy ich w kapuście ani nie sprzedają ich na bazarku...-uśmiechnęłam się.Miałam przez chwile wrażenie że mówie do dziecka...
-Jak ...Jak ...To skąd się biorą?-zdziwiła się.Zaczęłam jej wszystko tłumaczyć...co do "tych spraw" to mogę się założyć że zna każde miejsce i pozycje . Poprostu...nie wie jakie są tego konsekwencje.Dlatego nigdy nie chciałam być bogata...znaczy biedna też nie!Ale nie taka jak Cassidy.Udaje mądrale , jest przewodniczącą Chirlliderek , a w głowie nie ma nawet tzw.orzeszka.
Wyszłam z jej pokoju...na korytarzu czekał Ross.Miałam niezmierną ochote zaśmiać się mu w twarz ,ale on przytkał mi ją swoją dłonią.
-Cassadiy!-usłyszeliśmy wołanie jakiejś kobiety.Chłopak natychmiastowo chwycił mnie za dłoń i uciekliśmy z domu.
-Co się stało?-zapytałam zdziwona.Nic nie odpowiedział,wskazał tylko na samochód, żebym do niego weszła.Odjechaliśmy z pod domu dziewczyny i oddech Rossa odrazu się uspokoił.-Ej powiesz mi co się stało?-powtórzyłam pytanie.
-Nic takiego...-odpowiedział wpatrując się w jezdnie.
-Zawsze tak uciekasz z jej domu?-założyłam na nos białe okulary , które znalazłam w "schowku".
-Ktoś pozwolił Ci grzebać w MOICH rzeczach i zakładać MOJE okulary?-zaśmiał się.
-Sama se pozwoliłam.-wybuchłam śmiechem.Odziwo...tylko ja.-No...nie zmieniaj tematu.Dlaczego uciekliśmy z jej domu?-spojrzałam na niego.
-Oj Emma...nie bądź taka ciekawska.-powiedział .Chciał żebym się zlitowała...O nieee.
-Gadaj.-powiedziałam poważnie.-Ale najpierw daj mi coś do picia.
-Z tyłu jest.-wskazał na tylne siedzenia.Odpiełam pas i nachyliłam się aby sięgnąć po butelke.
Chłopak w tym samym czasie klepnął mnie w pośladek.
-Ałłła...chory jesteś?!-zapytałam z wyrzutem.
-Nie...w pełni zdrowy.-prychnął.-Co jak co, ale tyłek masz niczego sobie.-walnęłam go w ramię.
-Ja wogóle jestem świetna.-powiedziałam z sarkazmem.Zaśmiał się-Powiesz mi w końcu dlaczego uciekliśmy?-powiedziałam poważniej.Zaczął się motać.On coś ukrywa.......



CDN <3

Dobra myszki :D
Rozdział jest ,bo jest.Do najlepszych nie należy, ale...JEST XD
Idę już spać , bo 00:34 -poniedziałek...to chyba już nie mój czas ;)
KOMENTUJCIE , PROSZĘ <3

1 komentarz:

  1. Zabił Cię ktoś? Nie? To ja będę pierwsza, po 1. Jak śmiałaś mnie nie powiadomić o rozdziale? po 2. Dziękuje, tak się śmiałam że polałam i zakrztusiłam się pomidorówką. Gratulacje.
    Hahahahahahahahaahahah mówiłam że to Ross ją odwiedził... A TY MAUPO NIE CHCIAŁAŚ POWIEDZIEĆ.. foch!
    Boże.. Cass jest taka głupia jak ja.. Nie no.. Szłoma jest mądrzejsza... hahahah taki suchar
    ROSS + EMMA + SAMOCHÓD <3 ALE MIAŁ OKAZJE <3
    CZEKAM NA NX
    ~ SZŁOMA

    OdpowiedzUsuń