niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 5 cz.2

-Ej śpiąca królewno...może byś tak łaskawie wstała.-ze snu wybudził mnie głos Dylana.
-Yghf...która godzina?-zapytałam zaspanym głosem.
-7:26-odpowiedział.Kiedy to usłyszałam szybko zerwałam się z łóżka i podbiegłam do szafy.-Haha!Wiedziałem że tak będzie.-zaśmiał się złośliwie.
-Trzeba było mnie obudzić!-krzyknęłam wyciągając z szafy pierwsze lepsze spodnie i koszulke.
-Trzeba było nie siedzieć do północy u koleżanki.-wytyknął mi język.O jeju....jak ja mam ochote, czasami walnąć go  tak mocno, żeby raz na zawsze zamilkł.Albo dać mu jakąś miksture...ehh, no cokolwiek,byleby był cicho i się ode mnie odczepił.-Tak wogóle...Masz powiedzieć twojemu nauczycielowi , że ty z mamą wyjeżdżacie.-złapał za klamke.
-Chwila , chwila...-zatrzymałam go.-A co z tobą?-spojrzał na mnie roześmiany.
-Przecież to mama straciła pracę ,nie ja.-otworzył drzwi.
-I co?! Ty sobie tu zostaniesz , a ja będę musiała się męczyć w N.Y z babcią i mamą?! -zdenerwowałam się.
-Chcesz to zostań...-powiedział . Nie ukrywałam mojego zdziwienia.
-T...Ty mówisz serio?-nie dowierzałam.
-No w sumie...wiem że nie było ci łatwo w NY , a i tak nie ma mnie całymi dniami w domu.Jesz mało , kasy też jakoś nie nadużywasz...Chyba dam radę utrzymać nas dwóch.-uśmiechnął się.
-O boże !-przytuliłam go.-Dziękuje.-ścisnęłam mocniej.
-Już okay...radze ci się pośpieszyć bo za 10 minut masz autobus.-powiedział.
-Autobus?-zdziwiłam się.
-Tak...Zbieraj się.-powiedział i wyszedł.Czułam się taka szczęśliwa.
Chciałam jak najszybciej powiedzieć Alex...Jak jej wczoraj powiedziałam że się wyprowadzam,to zaczęła ryczeć...Ja sama również.Znamy się zaledwie parę dni ,a już czuje że to właśnie ona jest moją najlepszą przyjaciółką.
Jak najszybciej mogłam ubrałam się i pomalowałam.
Wybiegłam z domu w momencie kiedy autobus miał już odjeżdżać...na szczęście dogoniłam go.

*szkoła*
Dojechałam do szkoły 5 minut przed dzwonkiem.To wystarczający czas aby zanieść do szafki nie potrzebne mi narazie książki.
-Cześć Emms.-usłyszałam głos Rossa.Właśnie zamykałam szafkę.
-Emms?-zaśmiałam się.-Dlaczego akurat tak?-zmierzałam w stronę klasy.
-No bo tak jakoś krócej.-odparł.
-Ale Emms ma tyle samo liter co Emma.
-Oj...mniejsza z tym.-machnął ręką.-Co ty taka rozbananiona?-zapytał.
-Bo nie wyjeżdżam do N.Y!Zostaje w L.A!-pisnęłam.
-Serio?-uśmiechnął się.
-Serio!-przytuliłam go.
















-Ej!-krzyknęł Cassadiy.-Co tu się dzieje?!-zapytała odpychając mnie od chłopaka.
-Nic się nie dzieje...-odparł.Dziewczyna zmarszczyła brwi.-No mówie serio...
-Nie kłam Foss.-powiedziała poważnie.Foss?Co ta dziewczyna ma w głowie?
-Nie Foss, tylko Ross.-zezłościł się.-Ile razy mam ci to jeszcze powatarzać?-krzyknął.
-Ojeju ...przepraszam.-lekko musnęła jego usta.Bleeee...ja bym się na jego miejscu bała całować Cassadiy.Ona jest taka tępa że nie zdziwiłabym się gdyby myła zęby płynem do naczyń.
Zadzwonił dzwonek , więc poszliśmy do sali.
-Pan Lynch?Nie spóźniony?Dziwne...-zaśmiał się nauczyciel.Blondyn był jeszcze wkurzony za to co powiedziała Cass ,a to co powiedział starszy jeszcze bardziej go dobiło.
-Ej,masz jakiś problem?!-przywarł go do ściany,grożąc pięścią.
-Lynch opanuj się!-krzyknął.
-Ja mam się opanować?!Ja zaraz ci pokaże jak się opanowuje...-Machnął ręką.Pech chiał że stałam zaraz za nim i również dostałam po policzku.Upadłam.
-Ała!-krzyknęłam łapiąc się za obolałe miejsce.Widziałam tylko jak reszta uczniów zbiega się wokół mnie...i "film się urwał".
Obudziłam się w gabinecie szkolnej pielęgniarki.
-Jak się czujesz?-zapytała.Lekko uniosłam glowew celu ujrzenia jej,ale rozsadziło mnie od środka i natychmiastwo powróciłam do wcześniejszej pozycji.
-Boli mnie głowa...-westchnęłam.
-No to , to jest raczej oczywiste.Zostaćspoliczkowanym przez Lyncha...musiało boleć.-zaśmiała się.
-Skąd pani go zna?-zdziwiłam się . 
-Prawie codziennie przyjmuję kogoś pobitego przez Rossa...Ten chłopak grozi wszystkim.-podała mi woreczek z lodem.
-To dlaczego go nie wyrzucicie ze szkoły?-zapytałam.
-Yhh...raczej nie powinnam ci tego mówić,ale Ross bardzo dużo przeżył w swoim życiu i traktujemy go ...że tak powiem...ym...ulgowo.-wytłumaczyła.
-No dobrze...Ja rozumiem to że dużo przeżył itp. ale to chyba nie może wpływać na to co robi.Przecież on bije uczniów,no i żeby tego było mało nauczycieli.
-No tak...Masz rację,ale trzeba go też zrozumieć jego ojciec...No nie był najlepszym wzorem .Stąd ta agresja.-westchnęła.
-A psycholog?Przecież wszystko da się ogarnąć...-zapytałam.
-Oj maleńka.Gdybyś wiedziała ile razy ,to wzywaliśmy psychologa...Jemu nie da się pomóc.
-Nawet niech pani tak nie mówi...Może...jego przyjaciel?
-Przyjaciel to tylko pogarsza sytuacje.Jest jeszcze bardziej agresywny i chamski niż Lynch.-machnęła ręką.
Zaczęłam myśleć...zrobiło mi się trochę szkoda blondyna.Moja przyjaciółka sama nie miała rodziny i przez to czasami zachowywała się...inaczej.
-Wie pani co?Już się czuje lepiej.Czy mogę wrócić na lekcje?-zapytałam.
-Tak,tak.Jak będzie cię coś jeszcze bolało to przyjdź.-uśmiechnęła się .Opóściłam gabinet i skierowałam się do klasy.Okazało się że "przespałam" dwie lekcje.
-Dzień Dobry.-weszłam.
-O,Emmo.Już wszystko dobrze?-zapytał nauczyciel.
-No...w sumie,tak.-usiadłam do ławki którą dzieliłam z jakąś dziewczyną...przypominała mi z wyglądu Cassadiy,która siedziała z Rossem ,razem,w ostatniej ławce.
-Ok dzieci...skoro już mamy wszystkich ,to chciałbym was powiadomić że za 1,5 tygodnia wyjeżdżamy na wycieczkę 3 dniową ,nad jezioro.-wszyscy się ucieszyli.-Ale...pod warunkiem.-oznajmił.-Chirston ,Lynch i Battlety muszą mieć przynajmniej czwórkę z najbliższego sprawdzianu z matematyki.Kto jest chętny im pomóc?-nastała cisza.
-Ja mogę pomóc Adamowi (Battlety).-zgłosiła się jedna dziewczyna.
-A ja Christonowi.-odezwała się ta obok mnie..-To co jest ktoś chętny?-zapadła cisza.Ross spuścił głowę...nie dziwię się że nikt nie chcę mu pomóc...jest wredny i baaardzo agresywny.Nawet jego dziewczyna...
-Ym...ja mogę mu pomóc.-nawet nie wiem jak i po co...ale się zgłosiłam.Mina Rossa stała się...szczęśliwsza?
-Jesteś pewna? Wiesz...nie chcę cię zniechęcać ,ale Ross cie uderzył i...-zaczął nauczyciel trochę ciszej by ten nie usłyszał.
-Tak , jestem pewna.-przerwałam mu...



CDN<3


Co by tu długo...Komentujcie,perełki <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz