-Coo?-zapytałam zaspana.Jak wstaje ,najczęściej nie jestem niczego świadoma.
-Ja i Sandy wychodzimy...A ty wstawaj bo już 13:00 jest.-powiedział i wyszedł.
13???O matko!Przecież na 13 umówiłam się z Lynchem!
Szybko wstałam ,ubrałam sie i zrobiłam "poranne czynności".Zajęło mi to 30 minut...Nowy rekord,haha.
+++++++
Stoje przed domem Rossa i czekam aż mi otworzy.
-Cześć?-drzwi otwiera całkiem ładna blondynka.
-Hej , ja do Rossa.-uśmiechnęłam się.
-Aaa...przepraszam że pytam,ale jesteś jego nową dziw...yy dziewczyną?-pyta.
-Nigdy!-wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Uff...no to wchodź.-wpuściła mnie do środka.Była bardzo miła...
-A Ty?Jesteś dziewczyną Rossa?-zapytałam.
-Niee...ja jestem jego siostrą.-zaprzeczyła.-On jest w pokoju.Trzecie drzwi po lewej,na górze.-uśmiechnęła się,a ja poszłam do wskazanego przez nią pokoju.
Zapukałam ,nikt nie otworzył.Lekko uchyliłam drzwi i ujrzałam Rossa śpiącego na wielkim łóżku,okrytego czarną kołdrą .Sam miał na sobie tylko bokserki.
Na początku nie wiedziałam co robić,ale po chwili zdecydowałam się że go obudzę.I tak pewnie zaraz by wstał , jest ok.14:00.
Zaczęłam go lekko szturchać.Miał tak młody sen że szybko się obudził.
-Cześć Emma.-uśmiechnął się przecierając oczy.
-Cześć Ross.-odwzajemniłam gest.-Czy przypadkiem o czymś nie zapomniałeś?-zapytałam.
-Nieee....dzisiaj sobota.Szkoły nie ma ,a sprawdzi...-nie dokończył ,bo chyba zrozumiał o co mi chodzi.-A no tak.No to możemy zaczynać.-usiadł.
-Ale że teraz?Przecież jesteś pół nagi.-zaśmiałam się.
-I co z tego...? -AHA.Ok...no coment.
-Okey...to chociaż weź książki i chodź do biurka.-powiedziałam i ruszyłam w stronę mebla ...Chłopak zatrzymał mnie łapiąc za nadgarstek.
-Nie chce mi się...Nie możemy się uczyć tu?-zapytał wskazując na łóżko.
Głośno westchnęłam ,po czym usiadłam obok niego.
-Dobra... na jakim etapie jesteś?-podałam mu książkę.
-Tu o.-pokazał mi jedną z kartek.
-Okay nie jest źle.-powiedziałam.-Jest bardzo źle.Ross co ty robiłeś przez tyle czasu?-dodałam zdziwiona.Ja przerabiałam ten temat w starej szkole i ani razu nie prosiłam o pomoc...
-Nie mam głowy do matmy...-westchnął.
-Masz,masz.Tylko ci sie nie chce.-walnęłam go lekko w Głowę, śmiejąc się przy tym.-Dobra ,a więc...-zaczęłam mu wszystko tłumaczyć.
-Emma ,to nie ma sensu.-powiedział po 30 minutach nauki.
-Ma sens!Tylko przestań myśleć o czym kolwiek innym...teraz ważna jest matematyka.Ross nikt jej nie lubi ,ale mimo to trzeba się jej uczyć.powiedziałam.Blondyn skinął głową.
**2godziny później**
-Ok ,oddaj .-wskazałam palcem na kartę ,na której napisałam Rossowi parę przykładów do rozwiązania.Nie pomagałam mu w ich zrobieniu,poprostu sprawdzałam jego wiedzę na temat przekazanych przeze mnie wiadomości.
-Prosz...-podał mi ją.Zaczęłam sprawdzać...wynik był co najmniej wspaniały!W końcu ten debi...znaczy Ross ,pojął.
-Brawo 10/10!-uśmiechnęłam się.
-Serio?-zapytał nie dowierzając.
-Tak,serio.-potwierdziłam.
-BOŻE!-ucieszył się.-Dzięki Emms...
-Okay...to ja już będę lecieć.-zgarnęłam książki.
-Czemu?
-Bo wszystko umiesz?-zaśmiałam się.
-No tak...ale przecież możemy gdzieś iść,lody,pizza,kawa?Co chcesz.-powiedział rozciągając się.
-Wiesz co...Nie mam nic przeciwko,ale sam mówiłeś że "psuje ci reputacje", więc nie dzięki.Nie chce iść nigdzie z osobą która się mnie wystdzi.Pa...-ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej ,no Emma.Nie przesadzaj. Reputacja ,reputacją...Chcę się jakoś odwdzięczyć.-złapał mnie za nadgarstek.
-Jak chcesz się odwdzięczyć to może ... Nie rozmawiajmy.Nie to że cie nie lubie,ale...ygh nie ważne.
-Ważne.
-Nie,Ross.Póść.-próbowałam się wydostać.
-Powiedz o co ci chodzi...To puszczę.
-Chodzi o to że nie chcę się z Tobą spotykać.Tacy "BadBoye" jak ty ,źle mi się kojarzą.Nie zrozum mnie źle...ale kiedyś nie miałam tak łatwo ,a Ty i twoje zachowanie...no...przypominają mi o tym.-posmutniałam.
-Nie jestem BadBoyem!-oburzył się.
-Nie chce mi się z Tobą gadać,Ross...-wyszłam z pokoju.Przechodząć przez przedpokój zobaczyłam...swojego nauczyciela.To Pan Rocky!?-Dzień Dobry?-zdziwiłam się.
-O Cześć Emmo...Yyy...co ty tu robisz?-miał mine równie dobrą jak i ja.
-No...ja ten,przyszłam do Rossa.A to pa jest jego ...?-zapytałam.
-Bratem.-dokończył.
-Emma !Czekaj ,no!-wybiegł.Brunet był bardzo zdziwiony widząc brata w samych bokserkach.I jeszcze ja wychodząca z jego pokoju...No już wiem jak to wygląda.
-Yyy?Ross?-zdziwił się.
-To nie to co pan myśli.-wytłumaczyłam.
-Ja już wiem co myślę.Emma proszę opuścić nasz dom.-powiedział poważnie.Zrobiło mi się tak wstyd...
-Ale...to naprawdę nie tak.Ja i Ross ni...-nie zdążyłam dokończyć ponieważ brunet zatkał uszy.Dosłownie jak małe dziecko.
-Nie obchodzi mnie to.Już wiele razy to słyszałem,pewnie jesteś jedną z nich.Wyjdź,proszę.
-Dobrze...przepraszam.-wyszłam.Ross stał jak słup...Jaka ja jestem "UGHGY" . Po co ja się wogóle zgłaszałam do pomocy?!
Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to położyłam się na kanapie w salonie i włączyłam telewizor.
*4 godziny później*
Zasnęłam zaraz po moim przyjściu.Obudziłam sie dopiero teraz. Nie chcę mi się wstawać...mamo.
-Hej Emma!-do salonu weszła Alexa.
-Hej?Jak ty tu weszłaś?-zaśmiałam się.
-Miałaś otwarte drzwi...Twoje dbanie bezpieczeństwo to porażka...-wybuchła śmiechem.Tssa...często śmieje się z sama z siebie...problem w tym że tylko ona.
-O ok...A po co przyszłaś?
-Odwiedzić.Przejeżdżałam z Dylanem obok i pomyślałam że wpadnę.Dyla nie ma?
-Nie wyszedł gdzieś...-usiadła obok mnie.
-Boże!Zapomniałabym!Wiesz co się stało...-i tak zaczęła sie rozmowa.Była bardzo dłuuga ponieważ All opowiadała mi o tym co kupiła na ostatnich zakupach,czego sie dowiedziała o kimś tam i BLA BLA BLA.Nie ukrywam,sama święta nie jestem w końcu też trochę poplotkowałam,ale nie tak jak ona!Haha,jej to się buzia nie zamyka.
Minęły ok 3 godzininy ,a my z ...no przyjaciółką,dalej nawijałyśmy.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.Poszłam otworzyć,a dziewczyna postanowiła że w tym czasie zrobi nam herbatę.
-Cześć Emmo.-przed moim domem stał...Nauczyciel?!Tak,nauczyciel tańca,Riker.Ym...ookay.
-Y...Dzień dobry?Coś się stało?-zapytałam widząc jego niecodzienny wyraz twarzy.
-Tak...znaczy nie.Ym nie wiem.Chciałem zapytać czy jest u ciebie Ross?-jąkał się.
-Nie ,nie ma.A czemu miałby być?-zdziwiłam się.
-Bo ostatnio często was razem widywałem.Mniejsza o to czy wiesz gdzie on może być?
-Niestety,ale nie.-uśmiechnęłam się.Chłopak ukucnął i schował twarz w dłoniach.-Yy...proszę pana?Coś się stało ?-przyklęknęłam.
-Ross uciekł...-powiedział cicho.
-Jak to uciekł...niech pan wejdzie.-pomogłam mu wstać.Był bardzo osłabiony i nawet to sprawiało mu trudność.Dziwne jak na nauczyciela tańca.
Usadziłam go na kanapie .
-Alexa zrób jeszcze jedną!-krzyknęłam.Usłyszałam tylko "OKAY" i powróciłam do blondyna.
-Masz gości?To ja pójdę...-próbował wstać.
-Nie ,nie...Niech pan zostanie.Jak pan wogóle tu przyszedł?Jest pan taki osłabiony, że nie zdziwiłabym się jakby padł pan na ulicy.
-Wiem...-westchnął.
-Dla kogo ta trze...E dzień dobry.-do pokoju weszła Alexa .Nie udawała że się nie zdziwiła.
-Cześć .-uśmiechnął się.Dziewczyna położyła na stoliku napoje (herbate) i sama również usiadła.
-Co się stało?-zapytała.
-Ross uciekł z domu...
-Niech się pan nie martwi.Ross to typowy "badboy"...na pewno wróci.Musi pan tylko poczekać aż mu się pieniążki skończą.-zaśmiała się.
-Nie dziewczyny...Ross może i jest nie miły i trudno się z nim dogadać,ale nigdy nie uciekał i nie sprawiał większych kłopotów.On może sobie coś zrobić.-powiedział poważnie.
-A tak właściwie to czemu uciekł?-zapytała brunetka.
-Pokłócił się z Rockym,jego i moim bratem,o to że wygonił jakąś dziewczynę z domu ,bez powodu.-zatkało mnie.Dobrze wiedziałam że chodzi o mnie...Jeny co ja narobiłam?!
-Y..al,ale konkretniej?-zająkałam się.
-Nie wiem o co chodziło tak dokładnie,ale ponoć przyszła do niego jakaś dziewczyna ,a on był w samej bieliźnie ,co było jednoznaczne ,ale nic nie robili...yh nie wiem.-schował twarz w dłoniach....ponownie.Alexa wytrzeszczyła oczy i spojrzała na mnie.Domyśliła się kim była ta dziewczyna.Położyłam palec na ustach ,co miało oznaczać żeby nic nie wygadała.Kiwnęła głową.
-Prosze pana...-usiadła bliżej nas.Cały czas siedziała po przeciwnej stronie.Niepewnym ruchem położyła dłoń na plecach mężczyzny.-Możemy przecież go poszukać,prawda?
-Nie dam rady...-powiedział prawie płacząc.-Od kilku miesięcy żyje na antydepresandach i innych pierdołach...Rzadko jadam,a o spaniu już nie wspomnę.Jeszcze ten cholerny ból pleców...
-Mój brat ma prawko , możemy się z nim zabrać i objechać miejsca do których Ross najczęściej chodzi.Bradley jest jego najlepszym przyjacielem...na pewno je zna.-uśmiechnęła się.
-Mogłybyście?-lekko podniósł głowę.Alexa zdjęła dłoń z jego pleców i spojrzała na mnie.
-Oczywiście.-powiedziałam.
-Bardzo wam dziękuje.To naprawdę wielkie co dla mnie robicie...-na jego twarzy zawidniał piękny uśmiech.
-To ja zadzwonię bo Brada...-powiedziała Alexa i wyszła na chwilkę do osobnego pokoju ,po czym wróciła.-Zaraz będzie.-uśmiechnęła się.-A dzwonił Pan do Rossa?
-A żebyś wiedziała ile razy...-westchnął.
***20 minut później***
Do domu wszedł Bradley.Szybko odwróciłam wzrok.
-Dobry wieczór.-przywitał się ze wszystkimi.-Cześć Emma.-podszedł do mnie.
-Czesć.Dobra to robimy tak,Alexa i Bradley jadą szukać Rossa ,a ja i odprowadze pana Rikera.
-Poprostu Rikera.-poprawił mnie blondyn.Zdziwiło mnie to trochę bo mówić do swojego nauczyciela po imieniu...no nie wypada.
-O nie ,nie,nie.Wy gamonie...-złapała Brada za rękaw od koszuli i pociągnęła w moją strone.-Idziecie razem.Mam już dość tego że się unikacie.-Popchała go jeszcze bliżej mnie.
-Yh...OK jedziemy.-powiedziałam z uśmiechem.Nie był szczery ,ale nie było tego widać.
Wyszliśmy z domu i pokierowaliśmy się w stronę samochodu.Alexa obiecała że zajmie się pa...Rikerem.
*************w tym samym czasie***********ALEXA******
-To co?Chcę pan tu zostać czy idziemy?-uśmiechnęłam się.
-Wolałbym pójść.I...nie mów do mnie "pan" ,ok?-zaśmiał się.
-Haha,no dobrze.-podałam mu rękę aby mógł wstać.Kazałam mu zarzucić jedną rękę na plecach,bo będzie mi i jemu łatwiej.Powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę drzwi .
Szliśmy bardzo powoli.Na dworze pogoda była poprostu...niesamowita.Bezchmurne piękne niebo,posłane gwiazdami i księzycem.Czasami wiał ciepły wiatr,który nieswornie rozdmuchiwał mi włosy na wszystkie strony świata...Noc idealna.
-Ładnie ,co?-uśmiechnęłam się.
-Taak...-wziął głęboki oddech.Szybko tego pożałował bo zaczął natarczywie kaszleć.
-Riker,wszystko gra?-posadziłam go na ławce.
-Tak...-zaczął głebiej oddychać.
-Spokojnie...wdech i wydech...-zaczęłam mu dyktować.Po chwili chłopak zaczął oddychać równo ze mną.
-Dziękuje.-uśmiechnął się,a ja odwzajemniłam gest.
-Chodźmy...-jakoś doszliśmy do domu.-Gdzie twój pokój?-zapytałam wchodząc do posiadłości.
Wskazał palcem na schody.Weszliśmy do niebieskiego królestwa pełnego gitar , krawatów i opakowaniach po jedzeniu.I tak mogę przyznać, że jak na chłopaka ma całkiem niezły gust.(chodzi o pokój.)Zostawiłam go na łóżku.-Połóż się ,a ja zrobię ci coś do jedzenia.-powiedziałam i już chciałam wyjść.
-Nie jestem głodny.-powiedział.
-Jesteś...Riker sam mówiłeś że od paru dni prawie nic nie jesz...zresztą zobacz jak wyglądasz.-odsłoniłam lekko jego koszule ,która zaktywała jego chudziutki brzuch.
-Ale...mam jeszcze tyle do zrobienia.-chciał wstać.Zatrzymałam go.
-Zjesz,pójdziesz spać i dopiero jak się pożądnie wyśpisz będziesz mógł robić na co żywnie masz ochotę.Nie będę ci już jutro przesadzała.-powiedziałam poważnie.
-Nie przeszkadzasz mi...
-Ciesze się.-skierowałam się w stronę drzwi.
-Ale nie mam 5 lat.-dodał.
-Ale twój stan nie jest najlepszy...Już dawno powinniśmy wezwać lekarza.
-Nie jesteś moją mamą.
-Jeju...Riker ,masz dziewczyne?-zapytałam.Te pytanie trochę go zaskoczyło.
-Tak.
-To świetnie...Teraz popatrz.-usiadłam obok niego.-Twoja dziewczyna jest w Tobie bardzo zakochana,prawda?-kiwnął głową.-Ty też ją kochasz.-powtórzył gest.-A jak się kogoś kocha to chce się dla niego jak najlepiej...A Ty swoim anorektycznym ,głupim zachowaniem doprowadzasz się do takiego stanu.Wiesz że ponad 50% osób "chorych" na anoreksję zostaje bezpłodnym?Chcesz tego?-zapytałam.
-Nie jestem anoretktykiem.
-Riker do jasnej cholery !To zjesz to czy nie?
-Nie zjem...A skąd wiesz to o tych dzieciach?
-Wiem bo...ym...moja koleżanka była anorektyczką...i ona ten...dużo o tym czytała i mówiła mi potem-jąkałam się.
-Jak ma na imię ta "koleżanka"?-zapytał z nutką współczucia,ciepła w głosie.
-A nie przypadkiem Alexa?-położył swoją dłoń na moich plecach.
-Nie wiem...Dobra skończmy temat.Ty zjesz coś ,a ja ...ja już idę.-wmamrotałam.
-Nie...-złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.Znów siedziałam.-Czy ta koleżanka to Alexa?
-Riker ja...-nie wiedziałam co powiedzieć.-Ja już sama nie wiem...-spóściłam głowę.
Przytulił mnie.
-To było straszne...-z oczu poleciało mi parę łez.-Jadłam tylko chleb i popijałam go wodą...wiecznie czułam głód mimo to nic z tym nie robiłam.Chodziłam cały czas do toalety ... czułam że muszę zwymiotować,bo jestem za gruba.Nie pozwolę ,aby kto kolwiek przechodził przez to samo...-powiedziałam.
-Dobrze...zjem to.-zdziwiłam się.
-Naprawdę?
-Tak.-uścisnęłam go.Znów zaczął kaszleć.-Przepraszam.
-Nic nie szkodzi...-uśmiechnął się.
Poszłam do kuchni i przygotowałam mu małą kolacje...tssa,małą?Była ogromna.
-Proszę.-postawiłam tacę z jedzeniem na jego kolanach ponieważ leżał na łóżku.
-Dziękuje.-przeszedł do pozycji siedzącej.Widziałam że każdy,nawet najmniejszy ruch sprawia mu ból.-Zadzwonisz jutro po lekarza?-zapytałam po chwili.
-Nie ma takiej potrzeby...To tylko ból pleców.Za dwa dni przyjeżdża Rydel ona mi posmaruje je maścią i wszystko przejdzie.
-Rydel to twoja dziewczyna?
-Nie,siostra.
-Orginalne imie.-zaśmiałam się.-Ale dwa dni to trochę za dużo...nie uważasz?
-Trochę...Wytrzymam.
-Gdzie jest ta maść?-zapytałam po chwili namysłu.
-Tam.-pokazał na małą szufladkę.Podeszłam do niej i wyciągnęłam białe pudełko.
-Połóż się.-powiedziałam widząc że chłopak nie wciśnie więcej kanapek.Odstawiłam tacę na biurko .Lekko zsunęłam z blondyna koszulkę i usiadłam obok.Zaczęłam smarować jego obolałe miejsca.Co chwila syczał z bólu mimo to kazał mi kontynuować.
Kiedy skończyłam zobaczyłam że odpłynął ...Zasnął jak dziecko z uśmiechem na twarzy.Nakryłam go kołdrą,zgasiłam światło i wyszłam z pokoju.
Zobaczyłam siedzących w salonie Bradleya i Emme.Szybko zgadłam że Ross się nie znalazł ,co widocznie nie było przyjemne dla brunetki.
-Od kiedy tu jesteście?-zdziwiłam się.
-Od jakiś 5 minut...Gdzie Riker?-powiedział chłopak.Brązowooka cały czas wpatrywała się w jeden punkt na stole.
-Zasnął.-wytłumaczyłam siadając naprzeciwko nich.-A co z baranem?-zapytałam z lekkim śmiechem.Nigdy nie lubiłam blondaska więc nie zasmuciło mnie jego zniknięcie.
-Nie mów tak o nim..............
CDN <3
KOMENTUJCIE PYSIAKI <3
Co dalej....
OdpowiedzUsuńDaj szybko
~Wika aka ponczek
Ojej, Rocky jest głupi xd Riker nie w temacie o jaką laskę chodziło xd ROSS CZAI MATME? Ja też powinnam no ale, ja to ja, nigdy jej nie ogarne, sorry, Rikuś z siebie anorektyka robił.. ja bym nie przeżyła bez jedzenia.. no ale kto wie? ale że Alex była ano? Pff, ALE CO JA WIDZĘ,EMMUSIA (ŁOT?) NIE CHCĘ ŻEBY ROSSA WYZYWALI? AWWW, WYCZUWAM ZAKOCHANIE, ale ja, jak to ja się na 100% mylę
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie i liczę na kom.
http://swift-and-lynch-story.blogspot.com/
~Martyna