*piątek 18:30*
Dzisiaj spotykam się z Nathanem.Idziemy do jakiejś restaur, na kolację.Wbrew pozorom Nath to świetny chłopak.Mamy podobne zainteresowania z tego wiele tematów do rozmów.
Razem z Alexą stroimy mnie na niby "randkę" .Czemu niby? Ha,a no dlatego ze traktuje bruneta bardziej jako przyjaciela i gdyby zapytał o związek...raczej bym odmówiła.Chyba.
-I CO?!-uslyszałam głos Alexy zza drzwi, która po chwili była już u mnie w pokoju.Trzymała w rękach dwa kubki z herbatą.-Ślicznie!-odpowiedziała sama sobie,lustrurąc mnie od góry do dołu.Pytała o sukienkę która na siebie założyłam.
Była to zwykła skromna sukienka podchodząca pod kolor różowy.Do niej założyłożyłam czarne buty na obcasie.
(obrazek poniżej).Włosy upiełam w luźny koczek...Sama sobie się podobałam,co było rzadkością.
Miałam jeszcze jakieś 30 miniut do spotkania więc usiadłam sobie na małe "pogoduchy" z Lexą.
-To co?-spojrzała na mnie pytająco.Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi więc gestem pokazałam aby kontynuowała.-No z Bradleyem!-dokończyła.
-A no tak...No byliśmy u niego z Rockym i Rikerem,no i Rik sobie z nim pogadal na ten temat.Pod pretekstem "że zna go bardzo długo i wie jaki naprawdę jest" nie wniesie oskarżenia do sądu,a czykolwiek policja wie.Tak wogóle to gdzie ty byłaś tyle czasu?-zapytałam.Brunetki nie było w szkole od poniedziałku do...dziś. Czyli cały tydzień.Nie miałam z nią żadnego kontaktu,a szkoła nie wiedziała o tym co się z nią dzieje.Wiedzieliśmy tylko ze gdzieś wyjechała...nawet jej rodzice nie wiedzieli.Poprostu zapadła się pod ziemię...
-Oj Emma...nie chcę o tym mówić.-westchnęła i podeszła do okna,usiadła na parepiecie i oparła głowę o szybę.
-Lexi...Masz jakiś problem? Wiesz że możesz mi powiedzieć.-usiadłam obok niej.Dziewczyna wbiła wzrok w letnią,oświetloną latarniami uliczkę za oknem.
-Tak.Mam problem...Ale nikt go nie zrozumie.-powiedziała poważnie.
-Jestem twoją przyjaciółkom Alexa...powiedz mi,proszę.-położyłam dłoń na jej kolanie.Dziewczyna spojrzała na mnie. Jej oczy natychmiotowo się zaszkliły.Dziwne...Czemu zazwyczaj wesoła i zwariowana dziewczyna płacze?To musi być coś poważnego...chociaż,nie koniecznie.Alexa bierze do siebie nawet najmniejszą błahostkę.
-Chodzi o to ze każdy uważa mnie za kogoś kim nie jestem...-westchnęła.
Lekko się zasmialam na te słowa.Nie było to rozbawienie...tak tego nazwać nie można.Zasmialam się z głupoty przyjaciółki.
-Alexa...Niepowinna cię obchodzić opinia innych.Wystarczy że ty wiesz jaka jestes...-uśmiechnęłam się wycierając opuszkiem palca, łezkę z jej policzka .
-Ale Emma mi chodzi o...-zaczęła.Do pokoju wszedł Dylan,przerywając wypowiedź brunerki.
-Emma.Nathan przyszedł.-powiedział.
-Zaraz do niego zejdę...-nawet na niego nie spojrzałam.Brat wyszedł bez żadnych pytań,ani komentarzy.Raczej się domyślił,że potrzebuje jeszcze chwile na rozmowe z Alexą.
-Idź juz...Nathan czeka.-westchnęła po czym zsunęła się z parapetu.Przejechała dłonią po policzku wycierając ostatnie łzy jakie "wylała".
-Wrócimy do tej rozmowy...-powiedziałam i złapałam ją za ramiona patrząc w śliczne zielone oczy.-Wiesz że cię kocham i dla mnie jesteś najlepsza.Nie przejmuj się tym co myślą o tobie inni.-na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.Dziewczyna wtuliła się we mnie. Czułam że ja i Alexa jesteśmy sobie przeznaczone...Nigdy nie czułam tego uczucia... Nawet do matki.Te uczucie,takiej przyjaźni...prawdziwej.Ciepło,bezpieczeństwo,zaufanie.Tego brakowało mi od 10 roku życia.Wtedy świat był inny...Ludzie byli uprzejmi i dawali mi wyszystko czego zapragnęłam nie żądając zapłaty.Wtedy miałam przyjaciół...Wtedy moje stopnie były przez innych podziwiane,a nie wyśmiewane.Wtedy miałam rodzinę...Kochający się i mnie rodzice,brat do którego zwracałam się z każdym problemem,dom do którego zawsze chciałam wracać.Tego już nie ma.Po śmierci ojca wszystko stało się inne.Gorsze.Tyle bym dała żeby wrócił i zrobił pożądek.Żeby Dylan znów mnie kochał,a Mama mieszkała z nami.Marzenia...
Odsunęłam się od przyjaciółki.
-Emma...Wszystko ok?-spojrzała na mnie pytająco.Kiwnęłam głową po czym zeszłyśmy dół.Przechodząc przez korytarz zauważyłam przez lekko uchylone drzwi mego braciszka i...Sandy!Szturchnęłam Alexe aby zobaczyła ten jakże zabawny widok.Całowali się...Ha ha.
-Wpółczuje Sandy.-zasmiala sięLexa.Przez co mało nie wybuchłam śmiechem.Na szczescie ona zatkała mi usta dłonią i szybko wprowadziła z pomieszczenia.
-Hej.-usmiechnął się znudzony Nathan który na mój widok szybko się opamiętał.
-Hej...To co idziemy?
***Alexa***
Wracałam pięknie oswietloną uliczką do domu.Rozmyślałam nad tym powiedziała mi przed wyjściem Emma.Jej słowa ,jak echo,odbijały mi się w głowie.Czy mówiła prawdę?Czy tylko kłamała żeby mnie pocieszyć? Nie mam pojęcia.Zanim się obejrzałam stałam przed wielkim,pięknym,bogatym domem.Wydawać by się mogło że jestem szczęśliwa, że za każdym razem "kicam" do domu z bananem na twarzy.Jednak to nie prawda...Mój dom to istna sala tortur.Rodzice siedzą w tych swoich gabinetach przez cały dzień.Wychodzą dopiero wtedy kiedy ja i Bradley śpimy...Właśnie Bradley.On jest w tym wszystkim najgorszy.Ehh zresztą szkoda gadać...Zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu kluczy od domu.Zapomniałam ich...o kurde.
Zapukałam do drzwi...nikt nie otwierał.Zaczęłam wkońcu w Nie walić pięściami.
-Czego tu?-uslyszałam znajomy głos .To Bradley.
-Brad otwórz.-uspokoiłam trochę oddech.
-Nie masz kluczy?-zapytał.
-Nie,zapomniałam.-odpowiedziałam.
-To masz pecha.Mówiłem że nie wolno ci samej wychodzić o tej porze? To kara.-zasmiał się szatansko.
-Ej chyba nie będziesz kazał mi spać na dworze? Pliss...Bradley zrobię co chcesz!-krzyknęłam.
-Co chcę?-otworzył drzwi,Ale nadal mi je blokował.Kiwnęłam twierdząco głową.-To wejdź.-wpuścił mnie do środka.Rzuciłam torbę na podłogę i poszłam do swojego pokoju.Położyłam się plackiem na łóżku i schowałam twarz w poduszkę.Nie płakałam,nie śmiałam się... Tak o poprostu schowałam.Po chwili poczułam jak ktoś wchodzi na moje łóżko.Odwróciła się i ujrzałam... Bradleya?! Co on kurwa wyprawia?! Zmierza w moją stronę...to wystarczająco niebezpieczna odległość.
-Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?-krzyknęłam próbując się od niego uwolnić.Niestety był silniejszy.
-Powiedziałaś że dasz mi co będe chciał...-syknął.
CDN <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz