Przepraszam za brak polskich znaków,ale pisze na telefonie❤
*Emma*
Obudziłam się około hm...10 rano,w niestety nie swoim łóżku.Tssa... Jestem u Nathana.ALE DLA JASNOŚCI pomiędzy nami do niczego nie doszło! Porostu...za dużo wczoraj wypiłam. Tak,o wiele wiele za dużo. Całe szczęście że Nath mnie przygarnął,bo przeczówam że skończyłabym na ławce ,albo co najgorsze na ziemi.Wypiłam zaledwie kilka drinków...ewentualnie kilkanaście,no ale błagam.Tamta atmosfera,w klubie do którego udaliśmy się po kolacji, spacerze i lodach, była nieziemska! Pierwszy raz się tak dobrze bawiłam.
-Ooo...dzień dobry.-ujrzałam w drzwiach Nath'a. Opierał się o futrynę.
-Witaj palancie.-zasmialam się.-Dziękuję za wczoraj.-dodałam już spokojnej.
-Dlaczego palancie?-zdziwił się mimo to ciągle się śmiejąc.
-Tak o.-wstałam z łóżka i podeszłam do okna.Kocham wschody słońca.Są piękne, lecz...takie tajemnicze.Od nich wszystko się zaczyna ,a i kończy.Jedni się rodzą, a drudzy umierają.Dla jednych to szansa na rozpoczęcie nowego życia, a dla innych kontynuowanie starego. Przyglądając się widokom za szkłem,miałam wielką ochotę na popływanie w morzu,które znajdowało się zaledwie kilkaset metrów od domu bruneta.-Pójdziemy dzisiaj na plaże?-zapytałam nie odrywając wzroku .
-Nie mogę... Dzisiaj mam dyżur.-westchnął i podszedł bliżej.-Emma...-objął mnie w talii.Stałam do niego tyłem,więc zapewne nie widział tego jak się zarumieniłam.To było...dziwne. Przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze,ale... Podobały mi się. Odwróciłam się i spojrzałam w jego niebieskie jak ocean, oczy.
-Tak?-lekko się uśmiechnęłam. To była conajmniej niezreczna dla mnie sytuacja. Zaczął zbliżać się swoimi ustami, do moich.Pod wpływem jego uroku, zrobiłam to samo.
Szybko się jednak rozmyśliłam. Nie wiem czemu...
-Przepraszam.-szepnął zawstydzony , po czym ruszył w stronę drzwi.
-Nie,Nathan poczekaj.-poszłam za nim. Kiedy go w końcu dogoniłam, złapałam go za dłoń.-To ja przepraszam.-sposcilam głowę.Czułam się winna całej tej sytuacji...
-Mogłaś powiedzieć że nie czujesz tego co ja...-uniósł mój podbródek,zmuszając przy tym do patrzenia mu w oczy.
-A co Ty czujesz?-zapytałam cicho.
-Że nie jesteś mi obojętna.
-Ty mi też,Ale...-zaczęłam. Nie umiałam dokończyć tego zdania...Ja prostu nie wiem co do niego czuje....
-Ale to nie to.-dokończył.Szybko się w niego wtuliłam.Naprawdę lubię jego zapach i to jak trzyma mnie w swoich ramionach...i to jak na mnie patrzy, jak się uśmiecha.Ah ocknij się Redson! Czy ja naprawdę muszę zakochiwać się w każdym przystojnym chłopaku?!Ostatnio źle się to skończyło...Ale długo by tu gadać. Powinno być dla mnie ważne to jaki ma charakter,a nie oczy czy włosy. Chociaż...Nath ma prawie że nienaganne zachowanie, co daje mu ogromnego plusa.Ale przecież Bradley też miał takie zachowanie...a co sie okazało?Ha. Ze jest bezczelnym idiotą, który zranił najpierw mnie,a potem pobił Rossa.Tssa...jak to łatwo się na kims pomylić.Właśnie... Ciekawe jak stan Rossa. Wyszedł ze szpitala.Nawet mu w tym pomogłam,ale to bylo jakieś trzy dni temu.Od tego czasu nie rozmawialiśmy ani razu.W szkole nie był,także się z nim nie widziałam.Ale jest mi wdzięczny...
-To co? Śniadanie?-uśmiechnął się ciepło.Miałam wrażenie ze całkowicie zapomniał o tym co się przed chwilą stało.I dobrze. Wolałabym żeby to się nigdy nie zdarzyło.Skinęłam głową,ciągle go obejmując. Przez chwilę wpatrywałam się pusto w jego oczy.Idealne.
-Żyjesz?-zapytał po chwili. Nie dając odpowiedzi skierowałam się w stronę schodów,po których błyskawicznie zbiegłam.
~*~
W domu Lynch'ów panował istny charmider.Riker,Alexa i Ross pojechali na zakupy, które składały się głównie z mięsa. Dziewczyna została na noc u chłopaków...głównie była to decyzja Riker'a który jako najstarszy członek rodziny, obejmował odpowiedzialność za braci.Został on ich drugim rodzicem. Co najlepsze, nikomu to nie przeszkadzało. Mieli w pełni szacunek dla opiekuna. Od kąd został pełnoletni, podjął się wychowania młodszego rodzeństwa. Inaczej byliby rozdzielni. Każdy najprawdopodobniej miałby inne nazwisko.Na początku "wychowywał" całą czwórkę,później tylko trójkę, gdyż ich siostra -Rydel -wprowadziła się wraz ze swoim chłopakiem do Londynu. Dzisiaj mieli ich odwiedzić z okazji czego przygotowywali rodzinnego grilla.
Rocky siedział w ogrodzie rozpalają grilla...
**~**5. Godzin pozniej**~**
Wszyscy bawili się w najlepsze.
Rydel wraz z Alexą i Cassadiy cały czas rozmawiały na tematy ,których normalny człowiek raczej by nie pojął.Ross ,Rocky i Ell wspominali stare czasy,a Riker wydzwaniał ciągle po swoją dziewczyne.
Odziwo Lexa wogóle nie kłuciła się z Cass,wręcz przeciwnie.Dobrze się dogadywały.
Jedynym niezadowolonym osobniem na tym spotkaniu był Riker.
-Hej ...Wszystko gra?-zapytała blondyka podchodząc do brata.Ten przestaszony podskoczył.
-Nie Delly...San już któryś raz z kolei mnie olewa.jej juz chyba nie zależy...-westchnął głośno.Blondynka spojrzała współczująco na smutnego chłopaka i położyła mu dłoń na ramieniu.
-Może nie warto,co?-spojrzał na nią lekko zdziwony.-Skoro ona cię tak traktuje zrób to samo.Riker...Widziałam Sandy może trzy razy,ale jakoś nigdy nam się rozmowa nie klejiła.Wiesz jakiego mam nosa do ludzi...-uśmiechnęła się.-Zastanów się ...-dodała po chwili.
-Nad czym?-blondas nie rozumiał.-Kocham ją .Bardzo.
#Riker#
Ona znowu się w to bawi...Za kazdym razem jak przyjezdza chce cos zmieniać.Nienawidze tego...powiedziałem że Kocham San ,lecz w głowie pojawiło się ciche ,,chyba".
Nie wiem co mam czuć.Wiele osób odradzało i odradza mi tego związku,ale ja nie potrafie go zakończyć.Jestem z nią 11 miesięcy.To długo.Mam tak poprostu po takim czasie powiedzieč ,,to koniec".Nie dam rady...
-To przynajmniej dzisiaj daj sobie spokuj...-warknęła Delly.
Skinąłem głową.-Telefon .-wyciagnęła ku mnie dłoń .
-Masz swój...
-Wiem dobrze że mnie nie posłuchasz...-przewidziała... A to spryciula.-Zabieram dla pewności.-zaśmiała się a ja wręczyłem jej mojego IPhona
.Wróciliśmy do reszty towarzystwa.
-Riker...-usłyszałem piskliwy,przesłodzony głos Rossa.O nie...ja już wiem co to oznacza.-Co ty na to żeby dołaczyło do nas pare procentów?-wiedziałem.
-ok.- powiedziałem,a inni aż wstali.
-Tak bez żadnego ,,ale"?-zdziwili się.
-Zaraz się rozmyśle...-ostrzegłem.Natychmiastowo powrócili do pierwotnej pozycji,a Ross w podskokach wtargnął do domu.Po chwili wrócił z napojami.
#####
Wszyscy oprócz Rydel i Alexy byli już nieźle podpici.Cassadiy wypiła najwięcej i powoli zaczynało jej odwalać.
-Chyba pora kończyć imprezke,co?-zaśmiała sie brunetka(Alex).
-Nie kotku...dopiero się zaczeła.-usłyszała głos. ..Rossa?!Nie ukrywała swojego zdziwienia,ale zrzuciła winę na alkochol.
-Ross może ty już nie pij .-powiedziała poczym zabrała blondynowi szklankę sprzed nosa.
-Ej oddaj.-powiedział płaczliwym głosem.Alexa pokiwała przecząco głową.Razem z Delly zaczęły robić z nimi porządek.
-Ale...Ksa.-zawołał Riker.-Patrz co tu jest!-wskazał na wodę w basenie,poczym zaczął się ostro chwiać.Dziewczyna podbiegła do niego w celu ,,ratunku".Niefortunnie razem wlecieli do wody.
-Riker! Ja nie potrafie pływa...!-niedokończyła gdyż zaczeła tonąć.Chłopak był wysoki więc spokojnie dotykał dna kąpieliska.Szybko złapał brunetke i "założył sobie na plecy,głośno się przy tym śmiejąc.Ta zaczeła walić go po głowie poczym sama wybuchła śmiech.Wyglądało to jakby CONAJMNIEJ coś brali.
-O ...widze że dobrze się bawisz.-do ogrodu Lynch'ów wargnęła zdenerwowana.......
Matko boska.
Rozdział fatalny.Brak weny.Brak jakichkolwiek pomysłow.
Okropieństo!
Komentujcie misiaczki a napisze wam tak wyrąbany rozdział że HEJA XD
+Kto nie moze sie doczekac 30.09.2015???*,*
Ja nie skomentowalam?
OdpowiedzUsuńJak to?!
Czekam bo super!
~Wika aka ponczek
Świetny rozdział kiedy next
OdpowiedzUsuńSupcio co dalej co dalej ??!!
OdpowiedzUsuńRewelacja oczekuje następnego rozdziału dodaj go plis bo zwarjuje
OdpowiedzUsuń